Najnowszy zbiorczy tomik „Usagiego Yojimbo” to nie
lada gratka dla fanów. Może i zebrane tu historie nie są do końca kanoniczne
(królik samuraj w kosmosie!), ale za to stanowią rzecz zarówno doskonałą do
zaczęcia swojej przygody z serią, jak i jej idealne uzupełnienie. Bo wszystko,
co znajdziecie w tym albumie, to kolekcja trzech samodzielnych opowieści, które
jednak poziomem nie różnią się nic od głównego cyklu.
W życiu Usagiego znów się dzieje! Wyobrażacie go (a
raczej jego dalekiego potomka) sobie w kosmicznych realiach, gdzie toczy
gwiezdną bitwę? A jednak! A to wcale nie koniec.
Wrogowie z kosmosu przybywają także w trakcie
toczonej w czasach dla Usagiego typowych. Jak jednak dzielni samuraje mają
stawić czoło inwalidzi i wojennym machinom, które tak bardzo przewyższają ich
pod względem technicznym?
Do tego Usagi będzie musiał zmierzyć się z Yokai,
demonami, potworami i duchami, które spotka przypadkiem na swej drodze. Rzecz w
tym, że istoty te chcą zawładnąć okolicą. Ale tym razem nasz dzielny ronin nie
będzie sam, bo wesprze go Sasuke zajmujący się polowaniami na demony. Ale czy
wszystko na pewno jest takim, jak się wydaje?
Poza pisaniem i rysowaniem głównej serii o Usagim,
Stan Sakai w między czasie tworzył nie tylko inne projekty, ale też i inne
komiksy z uszatym samurajem. Pod koniec lat 90. zaprezentował światu trzy
mini-serie o Usagim w komosie, w 2009 roku zaprezentował powieść graficzną
„Yokai”, w pełni kolorowe, ręcznie malowane akwarelami dzieło, a szczęść lat później mini-serię „Senso”. Poza
nimi stworzył jeszcze opowieść „Chibi Usagi: Attack of the Heebie Chibis”, ale
to już rozważania na inną okazję.
Wracając jednak do tego tomu, to chociaż na
pierwszy rzut oka wydaje się on dziwny, to jednak jest to stary dobry „Usagi”, którego
wszyscy pokochali. Jest tu akcja, jest ten posmak legendy – albo oldschoolowej fantastyki
– jest też pewien liryczny niemal spokój, który pozwala nam skupić się na
bohaterach i nastroju. Zabawa jest znakomita, a tym razem Sakai jeszcze
mocniej, niż dotychczas odnosi się do innych dzieł. Trudno bowiem nie znaleźć
tu odbicia „Gwiezdnych wojen” (swoją drogą autor swego czasu stworzył wydany
również w Polsce krótki gwiezdnowojenny komiks) czy „wojny światów”. Ale to
mniej typowe podejście nie zmienia faktu, że seria trzyma i poziom, i
charakter, do jakiego nas przyzwyczaiła.
Do tego mamy świetne ilustracje, proste, cartoonowe, a jednak niezmiennie wpadające w oko i dobre wydanie. „Usagi Yojimbo Saga: Legendy” to zatem świetny album tak dla miłośników serii, jak i nowych odbiorców. I przy okazji to klasyka i klasa sama w sobie, więc znać po prostu trzeba.




Komentarze
Prześlij komentarz