Ghost Rider: Wojna u wrót piekła – Victor Gischler, Paul Jenkins, Rob Williams, Si Spurrier, David Baldeón, Paolo Rivera, Lee Garbett, Mark A. Robinson

ŚWIT SYNÓW NOCY

 

Blade to taka postać, która na naszym rynku traktowana jest po macoszemu, a ja go naprawdę lubię. Dwa komiksy wyszły, bo w kinach były filmy, a obie te historie były z nimi związane – jedna to adaptacja zresztą. I wyszedł jeden tom Superbohaterów Marvela, właściwie jedyny konkret, bo i debiut postaci tam, i całkiem zgrabna fabuła, w której origin przeplatał się z tym, co dla postaci ważne. A tak poza tym to Blade bywał tu i tam, a to w „Świcie synów nocy”, to znów ostatnio w „Avengers” od Aarona. I w końcu myk i mamy ten album od Carrefoure’a, poświęcony postaci Ghost Ridera. A w środku miniseria „Spirits of Vengeance”, czyli taki współczesny „Świt synów nocy”. I powiem, że do sięgnięcia po ten tom zachęciło mnie i to, i niewydany w Polsce przeciętniak ze Spider-Manem, którego mieć chciałem, bo to Pająk w końcu, a Pająka kolekcjonuję. Więc mam i powiem, że fajny to tom, przyjemny i w sam raz też dla nowych czytelników.

 

Relacje między Niebem i Piekłem znów wiszą na cienkim włosku. A w samym środku zdarzeń znajdzie się Ghost Rider, który po dziwnych wydarzeniach, jakie stają się jego udziałem, będzie starał się dowiedzieć o co tutaj chodzi. Ale nie będzie sam w tym, co na niego czeka: pomoże mu m.in. Blade. A to nie koniec, bo czeka go jeszcze wspólna przygoda ze Spider-Manem i nie tylko…

 

Ten tom to rysunkowe przeciętniactwo, jakich we współczesnym komiksie wiele. Sporo buchających płomieni, ognia strzelającego spod kół motocyklu, walk, pościgów, akcji i… I chociaż ogień goreje, letnie jest to wszystko, głównie graficznie. Czasem są tu lepsze momenty, bo mamy całkiem przyjemnie malowane plansze w opowieści o powstaniu Ghost Ridera, ale ogólnie są to wyjątki potwierdzające regułę. Ale nie jest też źle, ot typowe wyrobnictwo, jak dla mnie nie do końca spełnione, bo zbyt cartoonowe, a jednak opowieści takie, jak te, horrorowe z założenia, wymagają realizmu, mroku, przekonującej przemocy i krwi, a gdy patrzy się na postacie, jak rodem z seriali dla dzieci, ginie gdzieś ten efekt.

 


Ale fabularnie jest całkiem przyjemnie. Główna opowieść to takie echo „Świtu synów nocy”, choć poziomem jednak daleko jej do niej, do tego mamy początki postaci i inne tego typu historie. Większość z nich sporo pomieszanych z biblijnymi klimatami, z mrokiem i horrorowymi zagrywkami. Najsłabiej wypada tutaj team-up ze Spiderem, który w odcinkach swego czasu dorzucony był do zeszytówek z Pająkiem, jako zapychacz. Nie robił wrażenia, gdy czytało się go we fragmentach, teraz też nie robi, choć stanowi tu pewną formę odkskoczni, odprężenia, bo humoru w tym sporo. Mało za to logiki i jeszcze mniej czegoś, co można by odkreślić, jako dobre.

 


Ogół jednak jest nawet przyjemny. Ot trochę mroczniejsze spojrzenie na marvelowski mainstream. Czyta się szybko, czasem nastrojowo, bywa ciekawie. Wolałbym jednak, żeby ten tom wypełniony był pełną wersją „Świtu synów nocy”, bo to, co przed laty rzuciło nam TM-Semic, pocięte było, niczym ofiary w przeciętnym slasherze. Choć nie bez wdzięku wszystko to posklejali wtedy w jedną całość goście z Semica. I nie bez wdzięku jest także ten album – taka jego ideowa (i nie tylko) kontynuacja, choć jednak za mało oryginalne to wszystko.

Komentarze