Wolverine: Długa noc – Benjamin Percy, Marc Guggenheim, Mike Carey, Marcio Takara, Dave Wilkins, Scott Kolins
Z tym tomem wahałem się chyba najbardziej. Bo z
jednej strony główna treść albumu oparta jest na podcastowym słuchowisku o
Wolviem. Z drugiej jednak to przecież Wolvie, jeden z moich ulubieńców, do tego
w środku jest fajny one-shot z nim i Blade’em, którego uwielbiam od lat 90.,
odkąd poczytałem moje pierwsze jego przygody. No i cena spoko, więc czemu nie.
Wziąłem. I całkiem przyjemnie jest, może „Długa noc” to żadna świeża ani
odkrywcza historia, ale czyta się to wszystko przywozicie, komiks nie nudzi, a i
graficznie jest całkiem niczego sobie.
Na Alasce dochodzi do serii morderstw. Dziwnie
brutalne, bestialskie wręcz. Wszystko wskazuje na to, że winny może być
Wolverine. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Jakby tego było mało, potem czeka
go ponowne spotkanie z Blade’em, a także pokazanie na co byłoby go stać, gdyby
nagle… stracił wzrok!
Wolvie, mroźne klimaty Kanady albo Alaski i seria
morderstw? To ja wolę sięgnąć po klasyczne zeszyty „Spider-Mana” w wykonaniu
McFarlane’a, gdzie w opowieści „Perceptions” pokazał nam, że nie tylko
budowanym na grafice klimatem potrafi przykuć nas do swojego dzieła. „Długa
noc” to takie echo tamtego komiksu, równie skupione na detektywistycznej
stronie opowieści, ale bez takiego ładunku emocjonalnego. I trochę za dużo tu udziwnień,
ale sami się przekonacie, gdy wejdziecie w ten komiks. A wejść można śmiało,
choć obawiałem się czegoś innego. Bo w końcu fabuła tego oparta jest na serii
dziesięciu podcastów, które złożyły się na fabułę słuchowiska o takim samym
tytule. Słuchowisko kontynuowano potem na drugi sezon i od tamtej pory, ponad
trzech lat, nic więcej nie dodano. Ale powstał ten komiks i w sumie przyjemna z
niego rozrywka.
Jak to z Wolviem bywa, jest akcja, są tajemnice i
bywa krwawo. Nie jest to jednak epickie superhero, a rzecz dość spokojna,
przegadana niemalże, choć w niezłym stylu. Całkiem nieźle wypada tutaj także bezkompromisowe
spotkanie Wolverine’a i Blade’a. Nie pierwsze, nie ostatnie, ale przyjemnie
skupione na takiej niezobowiązującej krwawej nawalance. Wampiry i ich rzezanie
dostajemy tu w estetyce przypominającej kinowe popisy ze Snipesem, a sam komiks
wchodzi dobrze – bywa zresztą na listach najlepszych z Blade’em – choć całkowicie
bezrefleksyjnie. Za to z ożywieniem sentymentów, bo takowe do kinowych „Wiecznych
łowców” posiadam. A całość wieńczy one-shot do scenariusza Mike’a Careya, też
całkiem, całkiem, choć, jak wszystko w tym tomie, ot nieźle rozrywkowo i tyle.
Sięgnąć więc można, choć to żadne „musisz-to-mieć”.
Ot kolejna rzecz dla fanów, nieźle narysowana, czasem przesadnie realistycznie,
czasem nieco zbyt cartoonowo, ale nigdy tak, by coś raziło w oczy. Przyjemna
rozrywka środka i tyle.




Komentarze
Prześlij komentarz