ZANIM TYTUS
ZOSTAŁ SOBĄ
„Tytus, Romek i A’Tomek. Zaginione księgi”. Taka
rzecz zawitała właśnie na półki saloników z prasą, dorzucana do dziennika
„Fakt”. Cena? Niecała dyszka za gazetę wraz z księgą, czyli całkiem spoko. Tym
bardziej, że całość – będzie łącznie sześć tomów – to zbiór starych,
niewydawanych w głównych „Księgach” opowieści, znanych z np. „Tytusopedii”, ale
tam rzecz była z dodatkami, w ekskluzywnym wydaniu i… no drogo była. Komu
zależy na tych bonusach i superjakości, sam wie, kto chce taniej, same komiksy
i w wydaniach zeszytowych, jak to „Tytus” zawsze był wydawany, ma do wyboru tę
wersję – z gazetą, czy po prostu kupując gdzieś same „Księgi”, bo i takie
wydanie też jest. Ale fajnie jest, że mam taką budżetową edycję dla każdego.
Na początku Tytus, Romek i A’Tomek organizują własne
muzeum zoologiczne – w muzeobusie. To jednak ledwie wstęp, bo oto zaraz zbliżają
się święta Bożego Narodzenia, a bohaterowie zastanawiając się gdzie je spędzić,
dochodzą do wniosku, że najlepszym na to miejscem będzie… wsypa Bożego
Narodzenia. Pech chce, że trafiają tu na złych ludzi, tracą swoją tratwę i… I
tak zaczynają się ich szalone przygody!
Jaki „Tytus” jest, każdy chyba wie. Nauka poprzez
zabawę, zabawa poprzez naukę. I humor – dużo humoru. I tu to jest, acz jeszcze
niewykształcone, inne, niż w regularnych księgach, ale nadal jednak równie
przyjemne, urocze i sympatyczne. Bohaterowie różnią się wyglądem od tych,
których znamy, stałe postacie i wątki, do których już przywykliśmy (jak profesor
T’Alent czy wątki harcerskie) są tu nieobecne, a sam wymiar edukacyjny jest
jakby mniejszy, ale…
No nadal to ten sam stary, dobry „Tytus” –
absurdalny, pełen dziwnych pojazdów, szalonych przypadków i całej reszty. Jest
to, co lubimy i czego chcemy, ale jeszcze na etapie ćwiczenia przez autora, co
się sprawdza, co nie, i co ona sam chce, a także jak tego chce. Z graficznym
uproszczeniem, z bardzo oszczędnym kolorem – osobliwymi dodatkami barw po dwie
na raz, co parę plansz innych, acz całkiem trafnie zastosowanych – i wydaniem,
które jest ok, ale… No ja zawsze wolę żeby dostać wszystko ułożone
chronologicznie, a tu lecą tematycznie, więc w tej księdze mamy serię III i V z
lat 1959-1962, ale skoro w tych sześciu numerach będzie wszystko, da się to przełknąć.
No i to tyle w temacie. Fajna seria dla całej
rodziny i kawał historii komiksu, który miłośnicy tego medium poznać powinni. W
końcu te histerie to już nie towar ekskluzywny i limitowany, a dostępny tanio i
w szerokiej dystrybucji.

Komentarze
Prześlij komentarz