Rybki małe ze wszystkich mórz – Terry Pratchett


PRÓBY CZAROWNIC

 

No i kolejny element wielkiej układanki, jaką jest „Świt Dysku” za mną. Tym razem padło na opowiadanie, które jeśli chodzi o chronologię można osadzić dość swobodnie, ale skoro ukazało się mniej więcej w okolicy tomu „Carpe Jugulum”, sięgnąłem po nie po skończeniu „Ostatniego kontynentu” i… No i na początku jakoś tak nie byłem pewien, czegoś mi tu zabrakło, ale tekst się rozkręcił, rozbawił paroma świetnymi momentami i okazał mieć na siebie dobry pomysł. I tylko szkoda, że nie włącza się go jako dodatku do tomów i przygodach Wiedźm, bo pasowałbym tam idealnie (w naszym kraju wyszedł w tylko w zbiorach „Legendy” i „Mgnienie ekranu”, które obecnie dostępne są jedynie z drugiej ręki).

 

Zbliża się czas Prób Czarownic. Swoiste zawody wiedźm to zwykle walka o to, kto zajmie drugie miejsce, bo pierwsze i tak nieodmiennie od długich lat okupuje babcia Weatherwax. A to nie podoba się Letycji Skorek, która, ogłaszając się przywódczynią komitetu organizacyjnego (jakby Próby kiedykolwiek go potrzebowały), zamierza poprosić babcię Weatherwax o nieprzystępowanie do konkursu i danie szansy młodszym, których coraz bardziej przybywa. Do tego chce też by stara czarownica poszła z duchem czasu, bo każdy się jej boi i…

Niania Ogg wie, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Obawia się, że jej przyjaciółka się zemści i to mocno. Ale babcia Wweatherwax zmienia się. Zaczyna być miła, uprzejma, uczynna i nawet włącza się do pomocy w organizacji Prób. Ale jej odmiana coraz bardziej niepokoi mieszkańców okolicy i… Co wyniknie z tego wszystkiego?

 

Zamysł zbioru „Legendy”, z którego pochodzi to opowiadanie był taki, żeby wziąć popularnych wówczas autorów fantasy i namówić do napisania mini-powieści, które rozgrywałyby się w ich światach, ale jednocześnie nadawały do samodzielnego czytania. Pratchett trafił tam między popularnych autorów poważnej fantastyki (King, Jordan, Le Guin, Card czy Martin) i stworzył historię o jednych z najlepszych swoich postaciach, jakie stworzył. I chociaż początkowo tekst jakby nie mógł złapać rytmu i wydaje się zbyt poważny, w końcu chwyta wiatr w żagle i zaczyna wymiatać.

 

Każdy fan serii wie, co potrafi babcia Weatherwax i jak kończy się próba przekonania ją do zmiany zdania. No i czytając czekamy, co z tego wyniknie, bo wyniknie na pewno dużo, mocno i śmiesznie. Ale Pratchett idzie tu nieco inna droga, pozwalając światu przekonać się, c by było, gdyby czarownica stała się stricte dobra, a nawet założyła różową sukienkę. Wyobrażacie to sobie? Jak podchodzi do ludzi i życzy im samych miłych rzeczy? Aż uciekać się chce. Pratchett wypełnia to świetną satyrą, bawi się swoimi postaciami i zapewnia masę frajdy. Ma świetne pomysły, jego pisarstwo jest lekkie i przyjemne i skrzy się humorem, a i nie brak w nim klimatu. Nie jest to może najlepszy tekst na zaczęcie swojej przygody ze „Światem Dysku”, ale zdecydowanie to kawał dobrej lektury i świetne uzupełnienie (dowiecie się dlaczego babcia i niania zostały czarownicami!). I chyba najlepsze z takich opowiadań, które pojawiały się w różnych miejscach, tylko nie w książkach głównej serii. A dla fanów / maniaków - obie wersje tego tekstu różnią się pod pewnymi względami: wersja z „Legend” ma ilustracje, a to wersja z „Mgnień ekranu” wprowadzenie Pratchetta a także dodatek w postaci tego, co z tekstu wycięto.

Komentarze