Amazing Spider-Man. Globalna sieć #3: Demonstracja siły - Dan Slott, Christos Gage, Giuseppe Camuncoli

PAJĄK ŁAPIE WIATR W ŻAGLE


Najnowszy pajęczy event zbliża się wielkimi krokami. Zanim jednak będziemy mogli przeczytać „Spisek Klonów”, bo o nim mowa (a można już zacierać ręce, bo według zapowiedzi będzie to najbardziej kompleksowo wydane wydarzenie ze Spider-Manem w dziejach polskiego rynku), czekają na nas jeszcze dwa regularne tomy serii i dodatkowy, powiązany z „Wojną domową II”. Poprzednie części „Amazing Spider-Mana” z Marvel Now 2.0 co prawda na kolana nie powalały, ale seria z każdą kolejną odsłoną coraz bardziej wraca na dawne, dobre tory.


Gdy Peter, w towarzystwie Harry’ego, przygotowuje się do wystąpienia w trakcie zbiórki datków na fundację wujka Bena, na imprezie zjawia się nie kto inny, jak dawno niewidziana MJ. Niestety, jej towarzyszem jest Tony Stark. Na dodatek powraca Ghost, do walki z którym stają Spider-Man i Iron Man. A to zaledwie początek. Wkrótce bowiem na scenie znów pojawia się Regent. Wszechpotężny wróg, z którymi Pająk miał tyle problemów podczas „Tajnych Wojen”, wydaje się jednak tym razem być po stronie dobra. To wszystko składa się jednak na jego plan pokonania największych bohaterów na Ziemi. Wykorzystując tarcia między Spider-Manem i Iron Manem, Regent zaczyna realizować swój cel. Tylko czy Pająk sobie z nim poradzi, kiedy nawet Avengers okażą się bez szans?

A na tym nie koniec. Bo jakby tego wszystkiego było mało, May odkrywa, że jej mąż, Jay, ukrywa przed nią pewien fakt. Fakt, który wkrótce wywraca do góry nogami ich życie…


Początek tego tomu nie zwiastuje wielkich zmian. Pierwszy zeszyt trzyma dość przeciętny poziom, na szczęście zaraz potem cała opowieść łapie wiatr w żagle i w końcu fani dostają starego, dobrego Pająka. Slott wraca tu co prawda do Regenta, postaci, która nie wydawała mi się szczególnie atrakcyjnym badassem, niemniej z pomocą Gage’a robi to w takim stylu, że w miłośnikach serii całość musi wzbudzić ekscytację. Jest akcja, są powroty bohaterów (Mary Janes, Harry Osborn), gościnne występy (Tony Stark, Miles Morales, Avengers), potężny wróg, sporo wątków niezostawiających miejsca na nudę, odniesienia do klasyki… Jedynie humor, jaki serwuje Slott wydaje się przekombinowani i naciągany, bo daleko mu do żartów najwyższych lotów, a na dodatek jest go zdecydowanie za dużo, ale na tle całej reszty to niewielki minus.


Dobrze wypadają tu natomiast autoparodystyczne momenty. MJ z Tonym Starkiem? Czemu nie, skoro obecnie to Peter jest jak Stark, z tą swoją międzynarodową firmą, wielkimi pieniędzmi, kolejnymi imprezami, na których musi się pojawić i lśniącymi technogadżetami? Jeszcze lepiej prezentują się sentymentalne sceny, stanowiące swoistą paralelę z początkami „Amazing Spider-Mana”. Peter musi w końcu dzielić swoje życie pomiędzy służbowe obowiązki prowadzenia olbrzymiego koncernu, a działania Pająka, tak jak przed laty musiał dzielić je pomiędzy szkołę, a superbohaterskie wyczyny. I to mnie kupuje.


Dobrą fabułę wieńczy ciekawy finał, będący zapowiedzą tego, co już za chwilę zacznie dziać się w serii. Wypada on dobrze, choć Slott na siłę starał się zaskoczyć, wyciągając na powierzchnię wątek który w zasadzie nie ma wcześniej umotywowania czy wprowadzenia (niemniej można go tłumaczyć faktem, że ostatnio zbyt rzadko widzieliśmy Jaya i May), ale to taka uwaga na marginesie. Scenarzysta w końcu odnalazł rytm, a rysownik, choć wielkim artystą nie jest, naprawdę dobrze całość zilustrował. W konsekwencji powstało dzieło, które pochłania się z przyjemnością i przypomina o świetności serii. Dodatek w postaci klasycznego zeszytu „Amazing Spider-Man Annual #19” z 1985, gdzie MJ staje do walki z wrogiem też wypada znakomicie. Dlatego miłośnikom Pajęczaka polecam całość z czystym sercem i czekam niecierpliwie na kolejne części.


Komentarze