SWOBODNI
JEŹDŹCY POWRACAJĄ
„OS 2” wraca. W wydaniu albumowym, ale że mi od dawna chodziło po głowie, żeby jednak wrócić do zeszytówki, bo jednak nieco różni się od wydania zbiorczego i numer po numerze omówić to wszystko i powspominać, no to wracam i... Długo swego czasu Śledziu zapowiadał zeszytowe „Osiedle Swoboda”.
Długo też przygotowywał się do publikacji. Oczekiwania fanów były wielkie, hype narastał, ale
kiedy rzecz w końcu się ukazała, podzieliła fanów serii i jego twórczości. Jedni byli
oburzeni i odżegnywali komiks od czci i
wiary, bo to już nie to, bo inaczej i w ogóle, inni – i do nich zaliczam się ja – dali się uwieść tej nowej, bardziej
sensacyjnej i rozbudowanej formie i uznali ją za dobrą kontynuację. Chociaż nie
wszystkie oczekiwania zostały spełnione.
Od znanych z łam „Produktu” (i pierwszego zbiorczaka, wiadomo) wydarzeń minął rok i na
Osiedlu zachodzą zmiany. Powracają Mściciele (teraz jako oddział O.P.O.), a
Smutny próbuje pozbierać się po zerwaniu z Młodą. W okolicy pojawił się niejaki
pan Wrona, który zagłuszył rozgłośnię Anioł Pański FM i teraz prowadzi pirackie
radio Kreska. Ale prawdziwe zmiany dopiero przed nami. Popaj ostrzega bowiem
Szopę, że Boss Drwal stracił część narkotykowych wpływów w Centrum i przenosi
się z towarem na Osiedla. Dilerów zmusza zaś do pracy dla siebie, a opornych
zamyka za kratkami. Co gorsza teraz zaufany człowiek Bossa, sam Chemiczny Ali, przybył na Swobodę i
nikt nie jest bezpieczny…
Pierwszy zeszyt kolorowej serii „OS”, który ukazał
się po ponad roku od zapowiedzi (w tym czasie w magazynie znalazł się nawet dodatkowy, prowadzący do niego epizod - pierwszy z dwóch, ale dwójka nigdy nie powstała), to całkiem niezły komiks utrzymany w
swobodnych klimatach znanych z „Produktu”. Nieźle pokolorowany, dobrze
narysowany, stanowi póki co wstęp zaledwie do serii. Początek stanowiący pomost
pomiędzy produktową serią a właściwą akcją. Jeszcze nie wykorzystujący
potencjału tematu, ale dopiero zawiązujący przecież wydarzenia i wprowadzający do
realiów nowego świata.
Niewiele więcej można tu dodać. Całość bowiem to
lekka, niezobowiązująca jeszcze historia, starym czytelnik ukazująca nową
sytuację, nowych zapoznająca ze światem bohaterów – w czym pomaga też streszczenie
wydarzeń znanych z „Produktu” i krótkie omówienie postaci. Nieźle wydana, jak
na rodzime komisy zeszytowe z tamtych lat nawet bardzo dobrze (lepiej jednak wyszło potem to zbiorcze wydanie od Kultury Gniewu), warta jest polecenia każdemu, kto chciałby
przeczytać swojską opowieść sensacyjną, osadzoną w realiach, jakie zna zza
okna. I to na razie tyle.



Komentarze
Prześlij komentarz