Osiedle Swoboda #1 - Michał Śledziński

SWOBODNI JEŹDŹCY POWRACAJĄ


„OS 2” wraca. W wydaniu albumowym, ale że mi od dawna chodziło po głowie, żeby jednak wrócić do zeszytówki, bo jednak nieco różni się od wydania zbiorczego i numer po numerze omówić to wszystko i powspominać, no to wracam i... Długo swego czasu Śledziu zapowiadał zeszytowe „Osiedle Swoboda”. Długo też przygotowywał się do publikacji. Oczekiwania fanów były wielkie, hype narastał, ale kiedy rzecz w końcu się ukazała, podzieliła fanów serii i jego twórczości. Jedni byli oburzeni i odżegnywali komiks od czci  i wiary, bo to już nie to, bo inaczej i w ogóle, inni – i do nich zaliczam się ja – dali się uwieść tej nowej, bardziej sensacyjnej i rozbudowanej formie i uznali ją za dobrą kontynuację. Chociaż nie wszystkie oczekiwania zostały spełnione.


Od znanych z łam „Produktu” (i pierwszego zbiorczaka, wiadomo) wydarzeń minął rok i na Osiedlu zachodzą zmiany. Powracają Mściciele (teraz jako oddział O.P.O.), a Smutny próbuje pozbierać się po zerwaniu z Młodą. W okolicy pojawił się niejaki pan Wrona, który zagłuszył rozgłośnię Anioł Pański FM i teraz prowadzi pirackie radio Kreska. Ale prawdziwe zmiany dopiero przed nami. Popaj ostrzega bowiem Szopę, że Boss Drwal stracił część narkotykowych wpływów w Centrum i przenosi się z towarem na Osiedla. Dilerów zmusza zaś do pracy dla siebie, a opornych zamyka za kratkami. Co gorsza teraz zaufany człowiek Bossa, sam Chemiczny Ali, przybył na Swobodę i nikt nie jest bezpieczny…


Pierwszy zeszyt kolorowej serii „OS”, który ukazał się po ponad roku od zapowiedzi (w tym czasie w magazynie znalazł się nawet dodatkowy, prowadzący do niego epizod - pierwszy z dwóch, ale dwójka nigdy nie powstała), to całkiem niezły komiks utrzymany w swobodnych klimatach znanych z „Produktu”. Nieźle pokolorowany, dobrze narysowany, stanowi póki co wstęp zaledwie do serii. Początek stanowiący pomost pomiędzy produktową serią a właściwą akcją. Jeszcze nie wykorzystujący potencjału tematu, ale dopiero zawiązujący przecież wydarzenia i wprowadzający do realiów nowego świata.




Niewiele więcej można tu dodać. Całość bowiem to lekka, niezobowiązująca jeszcze historia, starym czytelnik ukazująca nową sytuację, nowych zapoznająca ze światem bohaterów – w czym pomaga też streszczenie wydarzeń znanych z „Produktu” i krótkie omówienie postaci. Nieźle wydana, jak na rodzime komisy zeszytowe z tamtych lat nawet bardzo dobrze (lepiej jednak wyszło potem to zbiorcze wydanie od Kultury Gniewu), warta jest polecenia każdemu, kto chciałby przeczytać swojską opowieść sensacyjną, osadzoną w realiach, jakie zna zza okna. I to na razie tyle.

Komentarze