HEROSI JAK BOGOWIE
Dłuższy czas zabierałem się do tego komiksu,
ale że akurat lecę z odświeżaniem sobie eventów Marvela po kolei, chciałem go
łyknąć w konkretnym miejscu – czyli przed „Tajną inwazją”, do której wprowadza
– i w końcu się doczekałem. No i fajna rzecz to jest. Bendis w świetnej formie,
może nie takiej, jak w „Ultimate Spider-Man” czy „Daredevilu”, ale na poziomie
eventów, jakie robił dla Marvela, bawiąc się zgraną, acz wiecznie atrakcyjną
koncepcją, że bohaterowie w końcu zechcą być naszymi bogami, znajduje swój
patent na całość i snuje opowieść, może i głównie dla fanów, którzy jednak
znają uniwersum i jego historię, do których na każdym kroku scenarzysta się
odnosi, ale wartą uwagi.
Więc tak. Kiedyś, przed laty, doszło do
wielkiej wojny Kree ze Skrullami, w którą wmieszana została Ziemia, otwierając
się na całe to kosmiczne zagrożenie, jakiego dotąd niemal nie znała. To wtedy
pięciu bohaterów, którzy utworzyli Iluminatów, grupę działającą zakulisowo,
wkroczyło do akcji, by powstrzymać kolejne zagrożenie ze strony Skrulli.
Powstrzymać wszelkimi metodami. Złapani, bliscy śmierci, będą musieli jakoś poradzić
sobie z problemem, bo ich uwięzienie i badania nad ich mocami, mogą przysłużyć
się wrogom. Ale to dopiero początek… Co takiego robili, kiedy działy się Tajne
Wojny? Gdzie byli, kiedy Thanos zbierał kamienie nieskończoności albo Marvel
Boy chciał podbijać Ziemię? I co zrobią, kiedy Skrulle znów staną się
zagrożeniem?
Bendis w tym komiksie wędruje przez różne
ważne wydarzenia świata Marvela, dopowiadając to i owo, to i owo wyjaśniając i balansując
na każdym kroku gdzieś pomiędzy epickimi akcjami, a przegadanymi zeszytami,
gdzie poza wymianą zdań nie dzieje się nic, a emocje i tak urzekają. Każdy
zeszyt to zamknięta historia, przedstawiająca nam wycinek wydarzeń i dany
temat. I Bendis to wszystko ogarnia znakomicie. Najlepszy moment w całym komiksie
to nie wielkie wydarzenia, gdzie stawką jest… no wszystko, a scena, w której
bohaterowie rozmawiają o kobietach i związkach (Meduza nie da dojść do słowa…
Black Boltowi – no jak się tu przy tym nie uśmiechnąć?). Życiowa, rozbrajająca,
ukazująca świetnie relacje, ale też i podejście zarówno facetów, jak i kobiet i
wiele mówiąca o obu stronach. Nie brak jednak w albumie akcji, wybuchów, akcji zarówno
na Ziemi, jak i w komosie, całej plejady bohaterów, nawiązań i wspomnień wydarzeń.
I to wszystko jest świetnie, realistycznie, z detalami i w widowiskowy sposób
zilustrowane.
Co jest na minus? Polskie wydanie. Trochę cienki
album, jak za tą cenę, ale to akurat najmniejszy problem. Podobnie, jak to, że
nie ma co czytać wstępu, jeśli nie wie się, czym ten album się kończy, bo mamy
w nim wszystko zdradzone. Ale kwestia przekładu i korekty niestety boli mocno.
O ile sam komiks przetłumaczony został nieźle, chociaż zachowawczo i czasem
bardzo topornie albo nazbyt dosłownie, bez wyczucia materii, o tyle dodatki
wołają o pomstę do nieba. Tłumacz czasem daje nam polskie tytuły komiksów w
naszym kraju wydanych, częściej nie, a czasami tworzy własne koszmarki nie mające
nic wspólnego z rzeczywistością. I tak mamy tu „Clone Conspiracy” zamiast „Spisku
klonów”, „Siege” zamiast „Oblężenia” czy „Secret Wars” w miejsce „Tajnych Wojen”
– i zachowanie oryginałów miałoby sens, gdyby gość zachował wszystkie, ale nie,
bo np. „Tajna inwazja” to nadal „Tajna inwazja” i tyle. Najgorzej razi w oczy
jednak, kiedy odwala taką manianę, jak tłumacząc „House of M” jako „Dom M” – nie
dość, że przekład nie jest poprawny (dosłowny, ale nie poprawny), to przecież
mamy już od lat polską (i dobrą) wersję – „Ród M”. A to jasno pokazuje, że z
jednej strony redakcja tej serii leży i kwiczy, a z drugiej, że tłumacz nie
zadał sobie nawet odrobiny trudu, by sprawdzić podstawowe informacje, tylko machnął
to wszystko byle jak, byle szybciej. Szkoda słów. Przeciętny fan ze średnią
wiedzą językową zrobiłby to wszystko lepiej.
Mimo tego komiks wart jest uwagi i fajnie
dopełnia wszystkich tych eventów. Lepiej jednak byłoby poznać go w oryginale,
bo na lepszą od strony przekładu edycję po polsku się nie zanosi.

Komentarze
Prześlij komentarz