Osiedle Swoboda #2 - Michał Śledziński

NOWE OSIEDLE


Uparłem się, więc lecę dalej. To w końcu tylko sześć zeszytów, a że lubię do nich wracać, co jakiś czas... Sami wiecie. A ten numer, no co tu dużo mówić, kolorowego „Osiedla Swoboda” ciąg dalszy po prostu. O ile pierwszy zeszyt jeszcze dość mocno tkwił w klimatach, do jakich przyzwyczaiła nas czarnobiała odsłona serii i dało się go czytać jako samodzielną w zasadzie historię, o tyle drugi wkracza na bardziej sensacyjny i fabularnie złożony grunt. Ale i tak zabawa jest przednia i chociaż nie każdego takie podejście autora do tematu kupi, bo to jednak już inny Śledziu, taki bardziej idący w typowy komiks akcji, każdy fan powinien go spróbować.


Dwa dni po wydarzeniach z pierwszego zeszytu w starych kombinatach Osiedla Swobody odbywa się spotkanie dilerów miękkich narkotyków w sprawie Chemicznego Alego. Całość na żywo relacjonuje pan Wrona. Zebranie jednak zostaje przerwane przez przybycie O.P.O. , którzy chcą ukrócić proceder handlu Marihuaną. Niestety nie są oni jedynym problemem. Oto bowiem w kombinatach pojawia się sam Ali wraz z uzbrojonymi ludźmi...

Tymczasem Kundzia nawiedza człowiek w pasiakach - istota, która zawsze zwiastuje wielkie kłopoty. Jaka tragedia wydarzy się tym razem? I w co wpakują się Swobodni?


Dziś krótko i szybko, bo i czy jest sens długo się rozpisywać? Drugi zeszyt serii „OS” to, można powiedzieć, właściwy początek. Seria zaczyna się coraz bardziej odcinać od Produktowych korzeni i dążyć do nowej, sensacyjnej formy. To już nie krótkie, zamknięte opowieści, a długa, konkretna historia podzielona na epizody. Wielu takie potraktowanie temu może rozczarować, wkurzyć nawet (i tak właśnie było z fanami starego „Osiedla”), ale nie można zaprzeczyć, że dostajemy całkiem dobry komiks.


Bo to nadal ci sami bohaterowie, miejsca te same. Zmieniła się tylko tak naprawdę długość opowieści, a co za tym idzie jej złożoność, bo przecież sensacyjne elementy w serii były od dawna i zawsze dobrze się w nią wpasowywały. Tu jest tak samo, są też pewne smaczki dla fanów komiksu, bo niech ktoś mi powie, że w Chemicznym Alim nie widzi Jokera. Może to i nieco prościej, bardziej cartoonowo rysowane, może i kolor tworzy inny klimat, ale kręciła mnie ta seria za nastolatka, jak wychodziła i kręci nadal. Wydana na cienkim, bo cienkim, ale jednak papierze kredowym, w kolorze i z miłymi dodatkami, których w zbiorczaku nieco mi zawsze brakuje. I na dziś to tyle.

Komentarze