CUDOWNOŚĆ PIRXA
Pięknie wygląda ta książka i od tego zaczynam,
bo to pierwsze, co rzuca się w oczy. Te kolory, ten klasyczny sznyt graficzny…
Bierzemy to do ręki i co czujemy? Przyjemnie matową, papierową w dotyku,
chociaż twardą przecież, okładkę. Czujemy ten zapach druku i papieru.
Kartkujemy, a w środku ładnie rozłożony na stornach tekst, gdzie robotę robią
nawet takie drobiazgi, jak numery stron znajdujące się na ich dole, a na
brzegach. A to wszystko i tak blednie w porównywaniu z tym, jak doskonała jest
to lektura. Jedno z najbardziej znanych dzieł Lema to klasyka, o której słyszał
każdy i każdy kojarzy, nawet jeśli nie czytał. A jeśli nie czytał, teraz ma
doskonałą okazję, bo to dzieło, które znać warto i wypada. Przełożone na 52 języki
i wydane w łącznym nakładzie 40 milionów egzemplarzy (jak podaje wydawca), a to
wynik imponujący, tym bardziej, że Lem nie planował dłuższej serii, a zrobić ze
dwa opowiadanka, stanowi jedno z najważniejszych dzieł polskiej kultury
popularnej.
Fabuła, co tu dużo mówić, jest w zasadzie
bardzo prosta. Tytułowy pilot Pirx (a z czasem i dowódca) przemierza kosmos w
kolejnych statkach i wikłając się w kolejne problemy czy przeżywając przygody. A
z tymi przygodami stawia wiele pytań o człowieka, o maszyny i ich miejsce,
znaczenie czy relację z człowiekiem i wiele, wiele innych kwestii.
„Opowieści o pilocie Pirxie” to dla mnie jedna
z najważniejszych książek Lema w ogóle. Może jest mniej skomplikowana czy mniej
rozbudowana, za to bardziej skierowana do czytelników w różnym, także młodszym,
wieku, niż większość jego dzieł, pozostaje jednak lekturą szczególną. Z jednej
strony o tej szczególności świadczy jej wyjątkowa popularność i to, ile rynków
podbiła, z drugiej dla mnie ta wyjątkowość wynika nie tylko z faktu, iż to był
mój pierwszy kontakt z prozą Lema, ale przede wszystkim z siły, z jaką we mnie uderzyła.
A to było tak. W czasach, kiedy chodziłem do podstawówki, tak się złożyło, że
kilka tekstów o Pirxie znalazło się z podręczniku do języka polskiego i okazało
się, że tak współgra z moją dziecięcą fantazją, która zawsze ulatywała ku
kosmosowi i przygodom w gwiazdach, że praca domowa na temat tych tekstów stała
się u mnie jednym z pierwszych opowiadań jakie napisałem, chociaż o czym było,
przepadło w odmętach dziejów, jak i ono samo.
A choć z tego powodu „Opowieści o pilocie
Pirxie” są dla mnie tak istotne, tak się złożyło, że nigdy dotąd nie miałem
okazji przeczytać ich w całości. Trochę opowiadań tu, trochę tam, ale chociaż każde
z nich jest doskonałe, to dopiero całość pokazuje, jak świetne to dzieło. Lem
jest w swoim żywiole, pisze może i dla młodszego czytelnika, teksty są prostsze,
ale jednocześnie nadal pozostaje wizjonerem, który potrafi ująć czytelnika
pomysłem, zachwycić jego poprowadzeniem i detalami, a przez cały czas pochyla
się nad wieloma kwestiami, które nadal nie straciły na aktualności. A wszystko
to w opowiadaniach, które są takie zwyczajnie ludzkie, z bohaterem pełnym
słabości i wydarzeniami, może fantastycznymi, acz dotykającymi kwestii
uniwersalnych. Dzieciaki inaczej to wszystko odczytają, dorośli inaczej, każdy
jednak znajdzie tu coś dla siebie: fantastyczne przygody, popis wyobraźni, alegoryczne
historie, a także całą masą świetnie sklejonych zarówno postaci jak i wizji
kosmicznego i przyszłego świata. Wszystko to napisane w sposób z jednej strony
dość prosty i przystępny, z drugiej krwisty, treściwy i zachwycający.
O niemalże perfekcyjnym wydaniu już
wspominałem, ale ta książka naprawdę doskonale wygląda na półce… Co tam na
półce, to jak prezentuje się w dłoniach, jak przyciąga wzrok, jak człowiek chce
po nią sięgnąć i przeczytać… no robi to robotę. Tak właśnie powinna być
wydawana klasyka i to, że Wydawnictwo Literackie postawiło na taką edycję
Kanonu Lema to piękna sprawa. I chociaż większość z pozostałych pozycji mam na
swoich półkach w różnych wydaniach, aż chciałbym wymienić je na wyglądające
tak, jak „Pirx”. W skrócie: cudo. W każdym calu.
Recenzja opublikowana na portalu sztukater.

Komentarze
Prześlij komentarz