POEZJA ZAGŁADY
Czasem na wyprzedaży książek w supermarkecie
można trafić na coś fajnego. Rzadko, bo rzadko, ale jednak. I to za grosze. Tak
jak ja teraz. Bo nie dość, że był kiermasz i wszystko po dyszce bez grosza, to
jeszcze akurat dodatkowe przeceny, jak się brało po dwie sztuki, więc w
ostatecznym rozrachunku za normalne, a nie jakieś kieszonkowe wydania, często w
twardej oprawie, wychodziło po 6.5 zł. No to, jak tu nie przytargać do domu
całej torby lektur? Wśród nich znalazły się trzy powieści Han Kang. Trochę się
wahałem, bo z jednej strony ani tematyka nie za bardzo moja, ani literacki
Nobel nie jest już wyznacznikiem jakości, z drugiej strony autorka to także
Booker, a Bookera jeszcze sobie cenię. Czy było warto? Na razie jestem po
„Nadchodzi chłopiec” i mogę powiedzieć, że tak. Nie jest to wybitna powieść,
ale w ascetyczny, nieprzesadzony sposób podejmuje tematykę ludzkiego
bestialstwa, granic człowieczeństwa i polityki, która niszczy tych, którym
powinna służyć.
Akcja dzieje się w latach 80. XX wieku, gdy
wojsko w Korei Południowej dokonało rzezi obywateli. Rzezi protestujących,
rzezi dzieci, które poddawały się, wychodząc z podniesionymi rękami, rzezi
niedobitków, które trafiły do szpitali. Od reżimu dostali dość broni i
amunicji, by każdego z obywateli Kwangju zabić dwukrotnie, na dodatek nie
brakowało im naboi zakazanych, a w ostateczności mogli zrównać wszystko z
ziemią, nie oszczędzając nikogo.
Na tle tych wydarzeń dzieją się losy różnych
bohaterów. Pewien chłopak szuka swojego przyjaciela i jego siostry wśród
niezliczonych ciał, jakie zgromadzono do identyfikacji. Pracownica wydawnictwa
trafia na przesłuchanie. Protestujący wpada w ręce wojskowych, gdzie czekają go
tortury. A to tylko niektóre z postaci, których życie zmieniają tamte
wydarzenia.
Han Kang napisała powieść specyficzną pod
względem podejścia do narracji. Bo jednak dość osobliwie czyta się historię
pisaną w drugiej osobie liczby pojedynczej. Nie że całą, narracje są tu różne,
ale ta często wraca. Ma skracać dystans między odbiorcą a postaciami, ma burzyć
czwartą ścianę i czynić nas świadkami, może nawet bohaterami tych wydarzeń. A
czy ten zabieg się udaje, to już kwestia zależna od odbiorcy, nie mi go
oceniać. Ale jednocześnie muszę oddać Han Kang, że potrafi opisywać plastycznie
i dosadnie to, co najmocniejsze w wydarzeniach tamtych dni. Opis ofiary z
gardłem podciętym bagnetem czy nastrojowa narracja pozagrobowa, gdy przywiązana
do ciała dusza relacjonuje nam wywożenie o zmierzchu ciężarówkami ciał i to, co
z nimi się potem dzieje są przemawiają do wyobraźni, podobnie jak suchość
opisów gwałtów kolbą karabinu albo tortur długopisem.
Surowość idzie tu jednak w parze z
poetyckością. Proza Han Kang jest oszczędna, ale jednocześnie liryczna. To w
zasadzie poezja ubrana w płaszczyk prozatorskiej narracji. Jest w tym głębia i
siła, ale jednocześnie wyczuwalne jest też pole, którego autorka nie wykorzystała.
Bo jednak w podobnej prozie są twórcy, którzy poruszają się o wiele lepiej, esencjonalniej, mocnej i intensywniej,
a tu jakby tak po wierzchu często, choć też nie bez literackiego wyczucia czy wysmakowania.
Sama powieść zaś to bardziej relacja, niż cokolwiek innego. Historia rozliczeniowa,
ale ukazująca, a nie komentująca. Kang wiele rzeczy tu analizuje, ale
powstrzymuje się od wyciągania oczywistych wniosków. Nie wszystko rozkłada na
czynniki pierwsze: czy geneza okrucieństwa, chciwości, która popycha nas do
zabijania czy mechanizm PTSD, wszystko to zostawia pole do popisu dla naszego
odczytania i odczuć, przemyśleń.
I może sama konstrukcja sześciu łączących się
ze sobą gdzieś tam, ale w bardzo odległy sposób opowieści, nie do końca jest
tak spójna, jakby być mogła, „Nadchodzi chłopiec” to książka, którą przeczytać
warto. Tym bardziej, że ludzie wcale się nie zmienili – i nie zmienią nigdy. A
fakt, że koreańska dyktatura aż tak bardzo przypomina naszą swojską komunę,
tylko dodaje całości posmaku bliskości. Niestety.

Komentarze
Prześlij komentarz