DZIECIŃSTWA CZASY SKNERUSA MCKWACZA
Myślałem, że skończyłem z czytaniem tych
albumowych wydań komiksów z Kaczkami i Myszami. Bo raz, że miejsca brakuje,
dwa, że jednak zwykle mając do wyboru na co wydać kasę, wolę jednak
zainwestować w rzeczy z tymi postaciami może i gorzej wydane, ale za to taniej.
Ale obok tomu poświęconego Sknerusowi nie mogłem przejść obojętnie. Może
jeszcze bym się wahała, gdyby to było o dorosłym McKwaczu, ale że o jego
dzieciństwie? Nie, to musiałem poznać. I wiadomo, to nie komiks na miarę Carla
Barka czy Dona Rosy, w zasadzie między nimi przepaść cała zieje, ale nadal jest
przyjemny. A fakt, że robił go scenarzysta, którego lubię (bo jak tu nie lubić
np. „Pamiętników Wisienki”?) tylko upewnił mnie w wyborze. Całość zaś śmiało
mogę Wam polecić, jeśli lubicie europejskie komiksy dla dzieci i / lub (ale to
wiadomo) Sknerusa czy w ogóle disnejowskie kaczki, a fanom „Życia i czasów
Sknerusa McKwacza” jeszcze bardziej: jako dodatek do wydarzeń, bo niestety nie
pod względem jakości.
Siostrzeńcy, Hyzio, Dyzio i Zyzio, chcąc by
wujek Sknerus obejrzał ich przedstawienie o wydarzeniach na podstawie legend z
Glasgow, wystawiają je u niego w skarbcu. Sądzą, że temat go zaciekawi, bo
dotyczy legend o smoku z czasów, kiedy Sknerus sam tam mieszkał. Przy okazji
chcą dowiedzieć się od niego czegoś więcej w tej kwestii – niestety, Skenrusa,
chociaż najwyraźniej doskonale wie, co się wówczas wydarzyło i znał bohaterkę
przedstawienia, nie zamierza niczym się dzielić. Ale przecież nie on jedyny
mieszkał w XIX wieku w Glasgow. Za radą wujka Donalda, siostrzeńcy kontaktują się
z jego siostrą i…
I tak zaczyna się opowieść o dzieciństwie
Sknerusa. Losach młodego kaczora, który wraz z kolegami i siostrą miasto
traktował, jak plac zabaw, a opuszczone korytarze kopalni węgla szczególnie ich
pociągały. Ale dlaczego? Jakie sekrety kryje młodość McKwacza? I czego jeszcze
o nim nie wiemy? A przede wszystkim, co ze smokiem?
Widać – i to bardzo – że scenarzysta tego
albumu uwielbia komiksy Dona Rosy (i Barksa na pewno też). Dlaczego? Bo ta
historia nie tylko skrojona jest według typowego dla Rosy schematu (oto
siostrzeńcy znajdują jakiś element związany z przeszłością Sknerusa i tak
zaczyna się opowieść o tych czasach), ale i mocno łączy się w jego opus magnum
– „Życiem i czasami Sknerusa McKwacza”. Na dodatek rzecz mocno inspiruje się
„Powrotem do Klondike” Barksa i jego kontynuacją Rosy. Żeby jednak nie zdradzać
za wiele, nie pociągnę tematu dalej. Sami odkryjcie, o co chodzi. Mogę Wam
jednak zdradzić coś jeszcze. Ostatnie strony tego albumu przeplatają się z
wydarzeniami z pierwszego rozdziału „Życia i czasów”, ukazując nam wiele
ciekawych elementów. Motywacja Sknerusa do wyjazdu do Ameryki, wybór metody
ukarania Wikserwillów etc. – te elementy fajnie się łączą i zyskują nowy wymiar
i w założeniu naprawdę dobrze to wypada. Wykonanie jednak pozostawia sporo do
życzenia.
Całość to po prostu sympatyczna opowiastka o
dzieciakach żyjących w trudnych czasach, ale niepoddających się. Mają swoje
marzenia, mają problemy. Nie są to grzeczne dzieciaki, ale z ich przygód płynie
moralizatorska, ale nienachalna treść. Najlepiej jednak działa tu wątek
romantyczny, nie poradzę, już taki ze mnie człek, że mnie to kręci i kupuje. I
nostalgiczne elementy też nieźle wypadają, grając zarówno na sentymentach
ludzi, którzy wciąż pamiętają, jak to było być dzieckiem, ale i fanach, którzy
na Rosie i Barskie się wychowali. Trąciło to coś w serduchu, chociaż proste i
niewymagające jest to wszystko. No i postaciom brakuje też charakteru, jaki
mieć powinny, ale jakoś przymyka się na to oko.
Najbardziej jednak szkoda, że graficznie rzecz
wygląda, jak wygląda. Gdyby dać tu innego rysownika, niż Fabrizio Petrossi (ach
jakbym to zobaczył np. rysowane przez Marco Rotę!), byłoby jeszcze lepiej. Dla
dzieciaków taka ekspresyjna cartoonowość to fajna sprawa, podobnie, jak
złożone, nowoczesne barwy, ale starsi na pewno chcieliby czegoś bardziej
klasycznego, co doskonale wpasowałby się w realizm komiksów Rosy albo
ponadczasowość Barksa. Szkoda. Acz jako ciekawostka i prolog do dzieła życia
Rosy, komiks wart jest uwagi. Niby nic, niby sporo minusów, ale jakoś i tak
bawiłem się chyba nawet lepiej, niż czytają podobne dopełnianie losów Sknerusa
– „Pamiętniki Sknerusa McKwacza”.
Recenzja opublikowana na portalu sztukater.



Komentarze
Prześlij komentarz