Thor: W poszukiwaniu bogów – Dan Jurgens, John Romita Jr.


THOR I BOGOWIE

 

I znów wracam do starego komiksu na fali tego, co czytałem ostatnio, czyli opowieści o Onslaughcie. Ale dlaczego tom o Gromowładnym?  A no bo to było tak. Zaczęło się eventem („Onsleught”), potem był restart niektórych serii, a potem eventem się skończyło („Powrót bohaterów”) i wtedy też serie znów doczekały się kolejnego startu. Tak wyglądała rzeczywistość Marvela lat 90. po „Onslaught Sadze”. A ten tom przygód Thora to właśnie jego pierwsze historie po tym drugim restarcie, już po powrocie herosów - wtedy wyszło sporo numerów różnych serii pod wspólnym szyldem „Heroes Return”. I przygody tu zebrane niezłe, bardzo fajnie zilustrowane – ja tam Romitę Jr. uwielbiam i będę bronił – i zaserwowane nam z całkiem solidnym rozmachem.

 

Thor wrócił i musi pokazać, na co go stać. Gdy wszystko, co mu bliskie, obrócone zostało w ruinę, a wrogowie o boskiej potędze pojawiają na horyzoncie, czeka go test. I jako boga, i jako człowieka.

 

Jurgens umie i zrobić zgrabną, przyjemną opowieści, i tandetę zaserwować też umie. Urzekł mnie „Rządami Supermenów” i potem ogółem „Superka” z czasów „Odrodzenia DC” także, ale „Śmiercią Supermana” czy „Tomb Raiderem” potrafił rozczarować i to czasem konkretnie. Teraz nie rozczarowuje, a przynajmniej nie on, bo największym zawodem tego tomu okazuje się niepociągnięcie przez „WKKM” dalej tej historii, a to, co oferuje, jest naprawdę przyjemne. Ja uwielbiam klimaty lat 90. i początku XXI wieku w komiksie amerykańskim, no i uwielbiam też „Onslaught Sagę” i „Heroes Return”, u nas jedynie liźnięte. I to wszystko tu mam.

 

Fabuła jest przyjemna, dynamiczna, czasem przegadana, ale skupiona na postaciach, a to lubię. Jest akcja, są przygody, są dramaty i spokojniejsze sceny też. Może nie wszystko jest idealne, może niektóre kwestie z boskimi postaciami są naiwnie czy nie zawsze trafione, ale ogół pozostaje bardzo przyjemny, na nudę nie ma tu miejsca, za to bywa popisowo. Efekciarsko? Też. Efektownie? Momentami. To taki komiksowy odpowiednik blockbustera, do wciągnięcia w ramach odprężenia jak znalazł.

 


I rysunkowo mnie to kupuje. Ja wiem, że Romita Jr. specyficzny jest i to bardzo, że kiedy rysował klasycznie, wielu go wolało. I wiem, że potrafi tak wykrzywić postacie, twarze, świat, perspektywę, że zęby aż same zgrzytają, ale jest coś w tym wszystkim takiego, co mnie ujmuje, co wpada w oko, urok ma, czasem widowiskowość. Z dobrym, całkiem epickim jak na tamte lata kolorem, który nie przegiął a fajnie podkreślił prace JR jr.

 


W skrócie, udana rozrywka. Szkoda tylko, że po polsku niedokończona. Bo komiks to dobry, dobry początek pewnie całkiem dobrej serii i przerywać po pierwszym tomie, kiedy mamy rozgrzebane wątki, trochę nie wypada. Jest jednak, jak jest. Jeśli będziecie mieli okazję przeczytać, a lubicie Thora, możecie się nie wahać. A na koniec, jako ciekawostkę, dodam, że z tych serii zrestartowanych w ramach „Heroes Return” mieliśmy po polsku nieco dobrego. Co prawda nie z samych początkowych numerów wydawanych z logo „HR” na okładkach, a późniejszych, ale to z tych nowych vlume'ów pochodziły takie opowieści, jak „Ultron bez granic”, „Ja i Iron Man” czy „Fantastyczna Czwórka” Waida i kto czytał, wie, że restarty te poszły w bardzo fajnych kierunkach.

Komentarze