czwartek, 27 listopada 2014

Pięć tysięcy kilometrów na sekundę - Manuele Fior

PIĘĆ TYSIĘCY UCZUĆ NA SEKUNDĘ


Pierro i Lucy. Miłość. Wkraczanie w dorosłość. Odpowiedzialność. Starzenie się. Odkrywanie tego co jest ważne, co boli, co zmienia i co daje nadzieję. Szukanie. Ludzie. Rodzina, marzenia. Jednym słowem życie.


Tak po krótce mogę streścić fabułę powieści graficznej Manuele’a Fiora, architekta, którego pierwsze komiksy ukazywały się w tak prestiżowych pismach, jak „The New York Times” czy „Rolling Stones”. „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” przyniosło mu nagrodę dla najlepszego komiksu na cenionym festiwalu w Angoulême i jak się okazuje po lekturze tego albumu, absolutnie zasłużenie.


Komiks o miłości i życiu to komiks niszowy. Czasem zdarzają się rzeczy, które zdobywają rozgłos, uznanie, ale to naprawdę rzadkość. Wystarczy wymienić choćby serię „Strangres in Paradise” (ponad 10o0 zeszytów i nagrodą Eisnera) czy „Ghost World”, które doczekały się więcej, niż niewielkiego grona czytelników. A jakie tytułu poza tym? Każdy potrafi wymienić na pęczki historie o superbohaterach w przyciasnych trykotach, które, jak większość popowych opowiastek, prawie nie wybijają się ponad przeciętność, podczas, gdy zapomniane zostają opowieści naprawdę wielkie i ambitne. A do nich właśnie zalicza się „Pięć tysięcy…”.


O fabule, jak o ludzkim życiu, trudno powiedzieć coś konkretnego, żeby nie popaść w ogólniki, a zarazem nie powiedzieć zbyt wiele. Historia opowiedziana w tym albumie, to po prostu opowieść o ludziach. Dostarcza emocji i wzruszeń, czasem goryczy. Dużo tutaj prawdy, dużo psychologia i szczerości, a zarazem lekkości ich zaserwowania i talentu w pokazaniu zwyczajności w fascynujący sposób.


Strona graficzna jest prosta, ale w tej prostocie skuteczna u urzekająca. Kreska jest stonowana i delikatna, kojarząca się z filmem animowanym „Trio z Belville”, ale także „Persepolis”, pastelowe barwy dobrane idealnie, klimatyczne i wystylizowane. Tam, gdzie tego potrzeba, uderza nas realizm, tam gdzie realizm jest zbędny, zakrada się senna wręcz wizja. A czytelnik, za każdym razem jest zachwycony i chce więcej, nawet – a może w szczególności – wtedy, kiedy przerzucił już ostatnią stronę. Tę ostatnią, pozostawiającą go z pytaniem: jak długo (i jak wiele), przetrwać może miłość?


Do tego dochodzi tradycyjne dla KG świetne wydanie i przystępna cena.


I…


I cóż tu więcej rzec, jeśli nie tylko tyle, że polecam ten album każdemu, kto ceni poważne, ważkie i trudne opowieści, niosące ze sobą coś więcej niż tylko dialogi i ilustracje. Opowieści, które zapadają w pamięć i serce, i do których ciągle się wraca. Natomiast wydawnictwu Kultura Gniewu składam serdeczne podziękowania nie tylko za udostępnienie mu egzemplarza do recenzji, ale przede wszystkim za to, że mają odwagę wydawać niemainstreamowe, naprawdę dojrzałe i ambitne komiksy.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza