czwartek, 16 kwietnia 2015

Felix, Net i Nika oraz Nadprogramowe Historie - Rafał Kosik


MŁODZIEŻOWE Z ARCHIWUM X


Kosik poza serią Felix, Net i Nika, najbardziej znany jest ze swoich opowiadań, które publikowały najważniejsze magazyny dotyczące fantastyki w Polsce. Krótkich form nie mogło więc zabraknąć także we FNiN. Opowiadania stanowiące pomosty pomiędzy poszczególnymi tomami czy dopełniające ich akcję, ukazywały się już od samego początku istnienia cyklu a to jako darmowe e-booki, a to znowu w „Fantastyce”. Wreszcie zaś zostały zebrane - i uzupełnione o zupełnie nowe - w tomie „Nadprogramowe Historie”. Tomie, który stanowi naprawdę ciekawa podróż do świata trójki niezwykłych gimnazjalistów – świata, można go chyba tak nazwać, „Z archiwum X” dla młodszych czytelników. Chcecie ją odbyć? A więc zapraszam.


Pierwszym przystankiem na tej trasie jest tekst, którego akcja dzieje się bezpośrednio po „Gangu Niewidzialnych Ludzi” – „Tajemnica Kredokrada”. Felix, Net i Nika zmierzyć się w nim muszą z serią podpaleń śmietników w szkolnych klasach oraz masową kradzieżą kredy… Opowiadanko, choć przewidywalne odnośnie „tożsamości” kredokrada, czyta się bardzo przyjemnie i z dużym zaciekawieniem, a tekst utrzymany jest mocno w klimacie tomu pierwszego.


Drugie opowiadanie, „Metoda Sześciopalczastego”, serwuje za to czytelnikom rasowy horror – i to jeden z najlepszych w całym cyklu. Oto trójka bohaterów wracając z wakacji, jakie przeżyli w tomie „Teoretycznie możliwa katastrofa” trafia do wsi Wlony. Dziwna jest to miejscowość, odkryta dopiero niedawno, gdzie ludzie żyli od wieków nie mając pojęcia o świecie zewnętrznym. Kiedy jednym z turystów ginie kot, a ulewa odcina wieś od świata, Felix, Net i Nika odkryć muszą co takiego dzieje się we Wlonach…

Świetny klimat, świetna zagadka i mnóstwo dobrej zabawy z solidną porcją humoru. Czyta się rewelacyjnie, a strony same się przewracają!


Podobnie jest w „Bardzo sennej rybie”, dziejącej się w trakcie „Pałacu snów”. Bohaterowie trafiają tu do snu rządzonego przez złotą rybkę, która… żąda od nich spełnienia trzech życzeń! Zabawa przednia a humor do łez! Szczególnie w części o śnie Cabana, psa Felixa (karma z niepasteryzowanych kotów mnie rozbroiła!).


Humorystyczna zabawa trwa w „Ściemie Smoczysława”, której akcja toczy się podczas tomu 4, tuż po konkursie. Pomimo przegranej klasa druga a udaje się na wycieczkę do muzeum gazownictwa, ale w trakcie dochodzi do katastrofy… Jak zwykle Kosik łącząc dramatyczne zdarzenia z nieokiełznanym humorem, oferuje nam historię, od której nie można się oderwać. I przestać śmiać.


Po „Ściemie…” następuje tekst wcześniej nieznany, mini powieść rozgrywająca się podczas pierwszego tomu „Świata zero”. Tu bohaterowie trafiają do świata, gdzie czas, zdaje się, zatrzymał w średniowieczu. Uznani za obiecanych wysłanników, którzy mają obalić tyrana, wplątują się w kolejne kłopoty.


„Romantyczny Interdyscyplinarny Projekt”, kolejny nieznany wcześniej tekst, prezentuje nam natomiast zgoła odmienne klimaty. Oto dyrektor Stokrotka, kontynuując zmiany zapoczątkowane w tomie „Bunt maszyn”, wpada na kolejny pomysł: chce by jeden dzień nauki był ciągiem jednego tematu. A że jest luty i bliskość walentynek, klasa druga a ma zająć się czymś romantycznym. Jak jednak połączyć miłość z fizyką albo WF-em prowadzonym przez prawdziwego despotę? Jednym słowem: dużo dobrej zabawy gwarantowane!


„Priorytet zero” natomiast, dla odmiany nie skupia się na Felixie, Necie i Nice tylko na postaci agenta Mamrota. Teraz czytelnicy poznać mogą dzień z życia tajemniczego mężczyzny, kiedy ten przygotowuje się do przesłuchania naszych bohaterów, gdy ci odkryli trzecią bazę z Wunrungiem, jego żonę, dzieci i… paradoksy podróży w czasie.

Świetny tekst rozbudowujący książkowy świat i zapewniający nowe, świeże spojrzenie na postacie.


Ostatnim przystankiem na naszej drodze stanowi opowiadanie znane czytelnikom z nr 1/2012 „Nowej Fantastyki”, nie przez przypadek zostawione na koniec zbioru. W „Wędrujących samogłoskach” bowiem przenosimy się w przyszłość znaną nam z „Teoretycznie możliwej katastrofy”, gdzie obserwujemy dążenia bohaterów do czegoś, co nastąpić ma za 6 godzin. Historia to dla nieco starszych czytelników, ale w końcu seria też dorasta, nadal jednak trzymając poziom i zaskakując, oferując mnóstwo zabawy i świetnych pomysłów.


Podsumowując, FNiN, pomimo faktu, że to już 11 tom i od zapoczątkowania serii minęło 9 lat, nie zwalnia tempa i niezmiennie oferuje czytelnikom znakomitą rozrywkę pełną nauki poprzez zabawę i niesamowitych wizji. Trzyma przy tym wysoki poziom i ani trochę nie nuży. Dlatego po prostu znów polecam ją Waszej uwadze – niezależnie od Waszego wieku – a wydawnictwu Powergraph składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.



Tu zaś okładki wersji e-book pierwszych czterech opowiadań:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz