wtorek, 26 maja 2015

Running. Autobiografia mistrza snookera - Ronnie O'Sullivan, Simon Hattenstone


RONNING


Trudno sobie wyobrazić by istniał ktoś oglądający rozgrywki snookera, kto mógłby nie kojarzyć – choćby z widzenia, czy słyszenia – Ronniego O’Sullivana, niekwestionowanego mistrza tej dyscypliny. Nawet ja pamiętam go doskonale, choć od czasów, kiedy oglądałem wbijanie bil, minęło już kilka ładnych lat. Kojarzyć kogoś nie oznacza jednak przecież znać. Bo czego możemy się dowiedzieć tylko po tym, w jaki sposób posługuje się kijem? Jak reaguje na zwycięstwo i porażkę? Jak się zachowuje podczas turnieju? Co o nim powiemy – że jest precyzyjny, skupiony… A kim jest na co dzień? Chcecie wiedzieć? Sięgnijcie po autobiografię. Obawiacie się mocno koloryzowanej, wygładzonej i ułagodzonej opowiastki o mistrzu, który – jak to każdy nieskazitelny bohater – wiedzie żywot prosty i piękny? Przygotujcie się na zaskoczenie.


Zresztą, nawet ci, którzy orientują się w ekscesach i burzliwym życiu snookerzysty, nie raz dadzą się zaskoczyć!


Życie Ronniego to bieganie. Na równi ze snookerem czy bardziej nawet od niego. Bieganie to jego mechanizm radzenia sobie ze światem, emocjami i życiem – które jakże dalekie jest od ideału. Przygniatająca sława bez trudu zniszczyła Ronniego-introwertyka. Alkohol i narkotyki, ciągłe imprezowanie, szybko stały się dla niego sposobem na spędzanie dni. Bieganie zaś sprawiło, że wyrwał się z nałogów i podjął walkę o własny los.


Początkiem biegania był dla niego ojciec, tak jak dla mnie tata był początkiem przygody ze snookerem. Ojciec Ronniego wymusił na nim ćwiczenia, mój, cierpiąc na raka, spędzał dnie w łóżku, oglądał tv, często snookera właśnie. Ronnie zbuntował się przeciw bieganiu, kiedy ojciec został skazany za morderstwo, ja przestałem oglądać snookera po śmierci mojego ojca. Ale choć dawno już nie śledziłem tego sportu, ważna jest to dla mnie pozycja, i trącająca sentymentalną nutę. Jej wartość dla fanów zaś z pewnością będzie jeszcze wyższa. Poznają, poza życiem O’Sullivana, także wszelkie, często niewygodne, kulisy snookera – celowe przegrane czy zawodnicy mający zezwolenie na spożywanie w trakcie gry piwa, bo bez alkoholu za  bardzo trzęsą im się ręce, to tylko niektóre z brudów, jakie wyciąga Ronnie. Brudów, które mocno dotyczą także jego samego.


Wszystko to podaje natomiast z lekkością stylu – nie językiem profesjonalisty, ale (co zauważa we wstępie Przemek Kruk) kumpla snującego opowieść właśnie Tobie. Kumpla, który wie, że możesz nie znać wszelkiej terminologii. Rzuci czasem Ronnie mięsem, czasem puści oko… Pokaże kilka zdjęć.


Słowem podsumowania: świetna książka dla fanów O’Sullivana i w snookera w ogóle. Polecam, a wydawnictwu SQN składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

2 komentarze:

  1. Czytam niemal wszystkie Twoje niekomiksowe recki na LC, ziom, ale ta jest tak dobra, że nie mogłem tego zostawić bez słowa. ;) Świetna robota.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki. Cieszy mnie, że komuś się podobają :)

    OdpowiedzUsuń