sobota, 30 stycznia 2016

24: Solitary

24 GODZINY – ODOSOBNIENIE


Epilog kultowego serialu. Jaki? Niestety taki jak ostatni sezon…


Osiem lat po sezonie 7 Tony Almedia za swoje czyny przebywa w więzieniu, ubiega się jednak o przeniesienie z bloku o zaostrzonym rygorze na blok ogólny. Chce się też przysłużyć wyższej sprawie, czy jednak to jego prawdziwe intencje?



„Live Another Day”, dziewiąty sezon „24” okazał się kiepski. Przewidywalny do bólu, gorzej niż sezon 8, którego zwroty akcji były bardziej niż oczywiste a „zaskoczenie” z bratem prezydenta bliskowschodniego kraju przewidziałem po… materiałach prasowych, na długo przed obejrzeniem premierowych odcinków, choć nie było w nich żadnych wskazówek ku temu. Z serią 9 pożegnałem się po 5 czy 6 odcinkach, ale obejrzałem – pobieżnie bardzo – finał. I co? Nic mnie nie zaskoczyło, nic nie poruszyło. Jack przestał być tym ludzkim bohaterem, którego uwielbiałem, stał się Rambo. Sztampą. Nudą. Wszystkie wątki były kopią poprzednich. Wszyscy nowi bohaterowie tacy sami jak starzy. Ale niedawno dowiedziałem się o epilogu i musiałem go poznać. Wrażenia?


Po pierwsze kiedy się zaczęło, poczułem te dawne emocje. Siedem minut później, tyle bowiem trwał odcinek, niewiele z tego zostało. Oczywisty finał, znów brak zaskoczenia. Epilog? Bardziej usilne przedłużanie wszystkiego, niż zakończenie ze smakiem. Furtka dla 10 sezonu, choć jak ostatnio podano będzie to reboot, a nie ciąg dalszy. Wątpię w to. I wątpię w sens całego przedsięwzięcia. Każdy bowiem jest już chyba tym wszystkim znudzony a geniusz sezonu 2 (wiem, że fani bardziej cenią 5, ale nie oszukujmy się, poza finałem nie ma tam nic świetnego, a fabuła to kopia s2 właśnie, z tym, że uproszczona – dla widzów, którzy mniej wolą myśleć, a więcej chłonąć akcji) nie powtórzy się już na pewno.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza