piątek, 15 stycznia 2016

Armada - Ernest Cline


OD MANIAKA SF DLA INNYCH MANIAKÓW GATUNKU


Ta powieść to nie tyle czysta książka Science Fiction ile jeden wielki hołd dla tego gatunku i jego przedstawicieli na każdym polu medialnym. Fascynaci powieści, filmów i gier opowiadających o młodych zdolnych wmieszanych w zagrażający życiu całej planety i pokojowi w kosmosie konflikt podparty teoriami spiskowymi poczują się tutaj jak w domu!


Zack Lightman to nastolatek, jakich wiele. Fan podbijającej świat gry „Armada”, miłośnik fantastyki, ale także i chłopak niemalże opętany chęcią jak najgłębszego poznania swojego nieżyjącego ojca, którego nie miał okazji spotkać. Co najważniejsze jego ojciec był nietuzinkową postacią, zanim zginął w wypadku przy pracy mając zaledwie 19 lat. Niektórzy powiedzieliby, że był szalony, większość czasu poświęcał bowiem teoriom spiskowym, jakie nie zajmowałyby innych jemu podobnych, ale czy na pewno z jego głową coś było nie tak? Czy wielki spisek łączący rząd, twórców gier wideo, tajemnicze automaty z grami, po których nie została nawet wzmianka, i najważniejsze dzieła Science Fiction od powstania w 1962 roku „Spacewar” był jedynie wytworem chorego umysłu? Zack będzie musiał zweryfikować swoje poglądy i albo uwierzyć ojcu albo uznać, że sam oszalał, kiedy na niebie dostrzega statek kosmiczny pochodzący z „Armady”. Nie spodziewa się, jak bardzo zdarzenie to odmieni jego całe życie…


Najlepsze historie SF powstają nie z chęci łamania schematów, tworzenia zupełnie nowej jakości czy pragnienia osiągnięcia szczytów, a ze zwyczajnej pasji. Z fascynacji. „Gwiezdne Wojny” czy „Matrix” pojawiły się, bo twórcy wychowani na takich opowieściach chcieli zrobić je po swojemu i przekazać młodym pokoleniom. Ten sam cel przyświecał Ernestowi Cline’owi, autorowi uznanej powieści „Player One”. Zebrał więc wszystkie doskonale znane mu motywy z filmów, książek, gier i komiksów, splótł w jedną opowieść, połączył siecią nawiązań do wzmiankowanych utworów, podlał sosem z dyskusji prowadzonych na ich temat i zaserwował czytelnikom. Efekt końcowy jest zadowalający. Może „Armada” nie powala na kolana, za to na pewno czyta się ją lekko, przyjemnie i z nieprzemijającym uśmiechem na twarzy, wynikającym przede wszystkim z ciągłego puszczania oka do znawców tematu.


Cline pisze lekko i wprawnie. Jest tu trochę zaskoczeń, trochę oczywistości, nie brak za to dobrej zabawy i przyjemnego towarzystwa ludzi, dla których SF to nie tylko jeden z licznych gatunków literacko-filmowych, ale przede wszystkim coś, na czym się wychowali i co wspominają z sentymentem. Co wciąż czytają/oglądają/grają i do czego nadal chętnie wracają. Należycie do tej grupy? Sięgnijcie śmiało.


A ja dziękuję wydawnictwu Feeria za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza