środa, 25 kwietnia 2018

Mój Kucyk Pony: Przyjaźń to magia #11

KIEDY SŁODYCZ ZMIENIA SIĘ W MROK


W najnowszy, jedenastym już tomie serii "My Little Pony - Mój Kucyk Pony: Przyjaźń to magia" na czytelników po raz kolejny czekają dwie krótsze historie o sympatycznych, kolorowych bohaterach. Jeśli bawiliście się dobrze czytając poprzednie tomy, także i teraz czeka na Was mnóstwo słodkiej, udanej rozrywki dla dzieci, która jednocześnie ma przecież tak wielu dorosłych fanów. Gotowi na nią?


Dwie historie, różni bohaterowie, rożne problemy, ale podobne skutki. Jak zwykle w obu przypadkach zaczyna się niewinnie, a potem w życie Kucyków wkraczają mrok i problemy. I to jakie.

W pierwszej opowieści nasze kucyki wracają właśnie z Abyssinii, kiedy nagle natrafiają na coś, co robi "chlusty" i "bulbule" - w skrócie gorące źródła. Niby nic w tym niezwykłego, jednak woda pojawiła się tu właściwie znikąd w ciągu kilku zaledwie dni. Czyżby powstały naturalnie? Bohaterowie myślą, że tak, dlatego wyzbywają się ostrożności i zaczynają zabawę. I wszystko byłoby pięknie, gdyby potem nie zaczęły się dziwnie zachowywać, a w ich świat wkradł się niebezpieczny mrok...

W drugiej opowieści z Ponyville zaczynają się wybory burmistrza. Każdy spodziewa się, że wygra je dotychczasowa Pani Burmistrz, jednak pojawia się kontrkandydat - Filthy Rich. Jak potoczy się ich wspólna rywalizacja?


Jeśli czytaliście jakiś z komiksów "My Little Pony", wiecie czego się spodziewać i po tym. Z podobnymi dziełami tak to już jest, że wystarczy poznać jedno z nich, a zna się wszystkie. Czy to źle? Przeciwnicy powiedzą, że tak, bo nie ma w tym żadnej świeżości, fani będą odmiennego zdania, bo w końcu dostaną kolejną porcję tego, na co czekają i liczą. A na co mogą liczyć ci, którzy "Przyjaźń to magia" jeszcze nie znają?


Przede wszystkim na mnóstwo kolorowej, cukierkowej słodyczy, rozpisanej na infantylne, ale urocze opowiastki pełne humoru. Nie brak tu także czegoś ponad to, bo twórcy serii lubią żonglować popkulturowymi motywami i parodiować je. Do tego dochodzą proste, niemniej sympatyczne przygody i przyjemna, cartoonowa i tak barwna, że aż bijąca po oczach szata graficzna. Samo wydanie przedstawia się bez zarzutu, mamy tu w końcu twardszą oprawę i dobry, kredowy papier. Miłośnicy "My Little Pony" powinni poznać komiksy, bo są naprawdę udane. Tak samo, jak wszelcy miłośnicy takiej słodyczy. Im ta seria się spodoba.


A ja dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza