poniedziałek, 28 maja 2018

Wirus - Graham Masterton

UBRANIA TEŻ POTRAFIĄ ZABIJAĆ



Graham Masterton to jeden z tych twórców, którzy w swoich powieściach potrafią zepsuć tak wiele swoimi idiotycznymi pomysłami, a jednak czytelnik i tak z ochotą je chłonie. Bo mimo takich minusów, brytyjski autor pisze naprawdę znakomicie. Jego książki czyta się lekko i przyjemnie, mnóstwo w nich napięcia i znakomitego klimatu i nawet jeśli czasem przesadza z erotyką czy brutalnością, wszystko to ma swój urok. Nie inaczej jest też z jego najnowszym dziełem zatytułowanym "Wirus", kolejnym udanym horrorem, w którym nie brak brutalności, klimatu i... humoru.


Wszystko zaczyna się od kobiety, która popełnia makabryczne samobójstwo, polewając sobie twarz kwasem. Wkrótce jednak podobnych spraw przybywa, pojawiają się również morderstwa. Detektyw Jeremy Thomas Pardoe nie wie jeszcze z jakim koszmarem przyjdzie mu się zmierzyć. Pracuje bowiem przy zwykłych, nudnych sprawach włamań do kontenerów z ubraniami dla biednych, które stały się prawdziwą plagą Londynu. Kiedyś jednak zajmował się kilkoma śledztwami dotyczącymi podobnych spraw, dlatego też funkcjonariuszka Dżamila Patel zajmująca się zbrodniami honorowymi prosi go o pomoc. Oboje łączą siły i wkrótce odkrywają, że związek z morderstwami i samobójstwami mają… ubrania. Koniec sprawy? Raczej dopiero początek. Próba rozwiązania zagadki wyśle bohaterów w daleką podróż, a także pokaże im czym jest prawdziwy koszmar…


"Wirus" to powieść, która pod wieloma względami przypomina mi bodajże najsłynniejsze dzieło Mastertona, czyli cykl o "Manitou". Obie rzeczy mają podobny klimat, a do tego ich główni bohaterowie dysponują zbliżonym poczuciem humoru. Do tego, choć akcja dzieje się w innych krajach, a sama materia zła, że tak to ujmę, też jest inna, a jednak oba wydają się ze sobą blisko spokrewnione. Ale to dobrze, bo cykl o indiańskim złym szamanie należy do moich ulubionych książek brytyjskiego mistrza grozy.


Co jeszcze można powiedzieć o "Wirusie"? Że to lekka w odbiorze, nieskomplikowana, ale mroczna i mocna książka. Nie brak w niej napięcia, duszna atmosfera obecna jest właściwie przez cały czas, a do tego powieść po brzegi wypełniona jest brutalnością. Masterton wręcz rozsmakowuje się tutaj w makabrycznych detalach, krew leje się strumieniami, okaleczone ciała nie znikają szybko z "widoku", a trup ściele się gęsto. Na dodatek Brytyjczyk opisuje to wszystko w sposób plastyczny i mocno przemawiający do wyobraźni. Fani autora są już do tego w pewnym stopniu przyzwyczajeni - choć trzeba przyznać, że i dla nich będzie to mocna rzecz - ale dla nowych odbiorców okaże się naprawdę ekstremalną lekturą.


Oczywiście elementy gore równoważone są przez bardziej spokojne i nastrojowe momenty oraz humor. Wszystko to Masterton serwuje nam w sposób lekki, łatwy i autentycznie wciągający. Jego gawędziarski styl jest naprawdę znakomity, a fakt, że tym razem wszedł na teren legend miejskich znanych także w Polsce (kto nie pamięta wszelkich ostrzeżeń, kiedy w naszym kraju powstawały pierwsze second handy?) tylko dopomógł całości.  Poza tym w "Wirusie" widać także kilkadziesiąt lat autorskiej pracy, bo pisarz wszystko podaje z wprawą i wyczuciem. Zabawa jest więc przednia, wrażenia znakomite, a całość podsyca tylko ochotę na kolejne powieści autora. Ja ze swej strony polecam gorąco wszystkim miłośnikom grozy, bo to jedna z najlepszych prac Brytyjczyka.


A wydawnictwu Rebis dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz