piątek, 15 czerwca 2018

Mój Kucyk Pony: Przyjaciółki na zawsze #3 - Christina Rice, Tony Fleecs, Agnes Garbowska, Ted Anderson, Joy Fosgitt, Barbara Randall Kesel, Brenda Hickey

SŁODYCZ, KTÓRA NIE SZKODZI


Nadmiar cukru, podobnie jak nadmiar soli - i właściwie wszystkiego innego - szkodzi. Wyjątkiem od tej reguły wydają się być przygody kucyków z "My Little Pony". Każdy tom serii to przesłodzone, kolorowe do bólu oczy, cukierkowe pod każdym względem opowieści, a jednak ich lektura nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji. No może poza drobnym uzależnieniem co wrażliwszych na infantylny urok czytelników.


W tym tomie na fanów czekają cztery krótkie opowieści. Na dobry początek Babcia wybiera się na Jabłkocon, gdzie zauważa podejrzane zachowanie jednego z braci Flim Flam. Czy jednak rzeczywiście coś on knuje, tak jak podejrzewa staruszka? Zaraz potem piękny poranek w Ponyville przerwany zostaje popłochem kucyków. Pewien typ szuka Fluttershy i nasze klaczki muszą coś z tym zrobić! A co dalej? Rainbow Dash świetnie sobie radzi w roznoszeniu poczty, ale gdy dostaje zaproszenie na tajną misję od Spitfire, po prostu szaleje ze szczęścia. Co jednak czeka ją na miejscu? Na sam koniec zaczyna się Doroczna Inwazją Wozów z Jedzeniem. Pinkie Pie chce się trzymać jak najdalej od przepysznych FeNOMNomenów, pytanie tylko czy będzie potrafiła…


Wszystko, co w "My Little Pony" najważniejsze powiedziałem już na wstępie. Słodycz to główna siła napędowa całości i za to właśnie kocha się przygody kucyków - albo je nienawidzi. To zresztą bardzo specyficzna seria, bo obok infantylności, cukierkowości i bijących po oczach kolorów oraz rozbrajającej mimiki postaci, mamy tu także popkulturowe odniesienia i moc nawiązań do różnych dzieł. Ten pierwszy aspekt Kucyków zadowoli najmłodszych czytelników, ten drugi - dorosłych. A o tym, że czytelników w tej ostatniej grupie wiekowej także nie brakuje, chyba nikogo nie muszę przekonywać.


Oczywiście nie samą słodyczą ta seria żyje. Są tu zatem także przygody, humor, bardzo wyraziste postacie i taki sam świat. Jest też nuta pozytywnego szaleństwa, dużo lekkości i ta sympatyczna atmosfera. Szata graficzna też jest pełna uroku, barwna, prosta, ale dobrze pasująca do treści. I owszem, "My Little Pony" nie jest żadną wielką serią, to tylko rozrywka, ale rozrywka udana i warta polecenia najmłodszym i tym, którzy wciąż mają w sobie dużo wewnętrznego dziecka.


A ja dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza