poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Kryzys na nieskończonych Ziemiach - Marv Wolfman, George Pérez

KRYZYS, KTÓRY ODMIENIŁ OBLICZE KOMIKSU


„Kryzys na nieskończonych Ziemiach” to jeden z tych komiksów, które nie należą do najlepszych, ale ich znaczenie dla historii opowieści obrazkowych jest tak wielkie, że powinny znaleźć się na półce każdego fana. Stworzona przez duet Marv Wolfman / George Pérez maxiseria była nie tylko największym w swej epickiej skali projektem w liczącej wówczas pół wieku historii komiksów superbohaterskich, ale przede wszystkim dziełem, które doskonale podsumowywało cały ten okres i zbierało wszystkie postacie, jakie wówczas istniały w stajni DC. W konsekwencji całe uniwersum zostało oczyszczone i ujednolicone, a przed twórcami otwarta została furtka do snucia nowych, poważnych i dojrzałych opowieści, zapoczątkowując Współczesną Erę Komiksu. Teraz, na kilka dni przed premierę jej kontynuacji zatytułowanej „Nieskończony kryzys”, pojawia się doskonała okazja by przypomnieć sobie tę opowieść i jej znaczenie.


Historia opisana w dwunastu zeszytach „Kryzysu na nieskończonych Ziemiach” opowiada nam o zagrożeniu, które może zniszczyć życie we wszystkich możliwych światach. Kiedyś wszechświat był jeden, został jednak podzielony na wiele alternatywnych. Teraz jednak wszystkie z nich po kolei giną, czas ucieka, a bohaterowie nawet nie wiedzą, że coś takiego w ogóle ma miejsce. Przynajmniej do momentu, kiedy niejaki Monitor gromadzi ich by pomogli mu w uporaniu się z kryzysem. Oto bowiem niejaki Antymonitor, jego zła wersja z alternatywnej rzeczywistości, niszczy światy by przejmować ich moc. Kiedy nie zostanie już żaden, on osiągnie pełnię swoich możliwości. By go powstrzymać, bohaterowie będę musieli połączyć siły nie tylko ze swoimi odpowiednikami z innych Ziem, ale także i wrogami, a nawet odbyć podróż do początków samego czasu. Pytanie jednak czy będą w stanie pokonać rosnącego w siłę wroga, skoro w ich własnych szeregach jest zdrajca?


„Kryzys na nieskończonych Ziemiach” powstał, bo przez 50 lat wydawania przez DC komiksów, namnożyło się bohaterów, wątków i niejasnych fabuł, którym często brakowało spójności. Tym bardziej, że wraz z początkiem Srebrnej Ery Komiksu wielu bohaterów z wcześniejszej epoki zostało zastąpionych innymi o takim samym pseudonimie, ale zupełnie innej historii. Pierwsze próby unormowania wszystkiego miały miejsce w roku 1961, kiedy to w zeszycie "The Flash" #123 tytułowy bohater trafił do alternatywnego świata zamieszkałego przez jego poprzednika – to tu narodziła się koncepcja multiwersum i innych rzeczywistości – jednak dopiero w roku 1985 udało się w pełni wykorzystać ten pomysł i stworzyć pierwszy w dziejach komiksowy event, „Kryzys…” (co prawda Marvel wyprzedził DC „Tajnymi wojnami”, ale tylko dlatego, że dowiedział się o planach konkurenta).


Autorzy zebrali tu nie tylko wszystkich bohaterów, jakich kiedykolwiek stworzył wydawca, ale też zdecydowali się opowiedzieć historię istnienia całego uniwersum DC, łącząc tu właściwie wszystkie swoje komiksy w jedną całość. Oczywiście jednocześnie zaczęli zabijać kolejne postacie, oczyszczając z nich świat, pozbyli się alternatywnych Ziem, a co za tym idzie wątków z nimi związanych i scalili to, co zostało w jeden twór. Od teraz trzeba było na nowo opowiedzieć przeszłość bohaterów, bo nawet ona nie ostała się niezmieniona, a także znów rozbudowywać wymyślony wszechświat. To jednak było już zadanie dla kolejnych twórców, którzy przejęli po nich pałeczkę.


Wszystko to brzmi imponująco i momentami robi niemałe wrażenie, jednakże historia sama w sobie nie jest zbyt porywająca. Bohaterowie dużo rozmawiają, ale właściwie niewiele z tego wynika. Dużo też walczą, ale w każdym świecie są to starcia będące kopią poprzednich. Natłok bohaterów wprowadza chaos, przez co cierpią co ciekawsze wątki, które traktowane są skrótowo… Itd., itd. Niemniej nadal jest ciekawie, bywa dramatycznie i wzruszająco, a historia całego wszechświata DC jest czymś, co powinien przeczytać każdy fan komiksów tego wydawcy. Zabrakło jednak pomysłu i zaszwankowało wykonanie, bo fabuła jest infantylna, rozciągnięta na siłę by wcisnąć w nią jak najwięcej postaci i momentami nużąca.


Za to absolutnie zachwyca szata graficzna. Klasyczna kreska Péreza i z szacunkiem odnowiony kolor robią wielkie wrażenie. Jest kolorowo, jest szczegółowo i realistycznie jest także. Do tego mamy rewelacyjne wydanie, w twardej oprawie i z mnóstwem dodatków (koncepcjami na historię, szkicami, zakulisowymi materiałami). Szkoda tylko, że dodatkowa obwoluta nie została wydrukowana tak, by mogła służyć jako plakat, bo po części tym właśnie powinna być.


I chociaż „Kryzys na nieskończonych Ziemiach” ma sporo minusów, to wciąż niezła opowieść o wielkiej wadze dla gatunku. Docenili ją czytelnicy, docenili też krytycy, umieszczając na liście 100 najlepszych powieści graficznych w historii wg „Wizarda”. Kto nie zna, powinien poznać jak najszybciej i wyrobić sobie własne zdanie. 




Chronologia czytania eventu i wydanych po polsku tie-inów:

·         Kryzys na nieskończonych Ziemiach #1-3
·         Saga o potworze z bagien #44-45
·         Kryzys na nieskończonych Ziemiach #4-5
·         Saga o potworze z bagien #46
·         Kryzys na nieskończonych Ziemiach #6-12

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza