Ostatnio wybuchła afera z nielegalnym wydaniem przygód Żbika, głównie tych dotąd nieznanych (skąd wzięto scenariusze rzekomo Krupki, nie wiadomo), ale też i wciskając tam plansze z tego zeszytu i kilka, które Śledziu zrobił, ale się nie ukazały. A, że przy okazji zbiegło się to wszystko z dwudziestoleciem wydania tego komiksu, cóż, postanowiłem wrócić i... „Komisarz Żbik: Kim jest "Biała Mewa"?” miał być zeszytem otwierającym nowy rozdział legendarnej polskiej serii z czasów komuny. Miał być, ale stał się jednorazową ciekawostką, porzuconą nawet przez samych autorów, niczym to niechciane dziecko. Nie powiem, bym żałował, że tak się stało, bo nie był to projekt, który wart byłby czasu i pieniędzy, niemniej śmiało mogę powiedzieć, że warto o nim pamiętać, bo stanowi sympatyczną ciekawostkę, którą miłośnicy rodzimych opowieści komiksowych poznać powinni.
Jan Żbik legendarny kapitan, który rozwiązał wiele
spraw kryminalnych, przeszedł na emeryturę w latach 80. XX wieku, doczekawszy
się stopnia pułkownika. Teraz jego wnuk pracuje jako komisarz policji i zajmuje
się sprawą tajemniczej szajki. To prowadzi i bohaterów, i nas, na festiwal
filmowy w Berlinie, gdzie poznamy tajemnicę „Białej Mewy”…
„Kapitan Żbik” to kultowa polska seria czasów
PRL-u, ale tego chyba nie trzeba nawet nikomu mówić. Pisana przez oficera milicji, miała na celu popularyzowanie służb
mundurowych wśród młodzieży, a stała się sensacyjno-przygodowym hitem, który po
części spełnił swój cel, ale przede wszystkim wyrwał się poza propagandowe
ramy. I do dziś darzona jest kultem. Nic więc dziwnego, że po latach
postanowiono do niej wrócić. Powrót odbył się na terytorium znanym jako wydawnictwo
Mandragora i…
Właśnie, co tu można powiedzieć o tym komiksie? Stosunkowo
niewiele. Za fabułę odpowiada twórca oryginału, Władysław Krupka, który zarówno
starał się zachować charakter swoich starych prac, jak i dostosować opowieść do
nowych czasów, ale nie wyszło mu ani to, ani to. Komiks jest naiwny i prosty. Zagadka
jest, fabuła jest, ale wszystko pozostaje zachowawcze i mocno przeciętne. Nie rozczarowujące,
bo nie oczekiwałem niczego innego, ale nie pogardziłbym, gdyby rzecz mnie
zaskoczyła.
Za to „Biała Mewa” jest zeszytem przyjemnym graficznie. Śledziu, świetny polski rysownik i fan, który miał okazję stworzyć ciąg dalszy dla historii, na jakich się wychował, odwalił kawał niezłej roboty (w klimatach „Osiedla Swobody 2”, bo i z tego okresu rzecz pochodzi), ale w zasadzie tych rysunków szkoda ich do tej fabuły. Tu sprawdziłby się słabszy artysta, który bardziej współgrałby z treścią.
Wszystko to daje nam komiks dla zagorzałych fanów
Żbika (a ja nigdy nim nie byłem, nie zachwycałem się klasycznymi numerami i może to dlatego tak odbieram i ten) albo Śledzia, ale da nikogo poza tym. Ciekawostkę wartą poznania, jako
swoisty zrodzony z sentymentu ewenement, ale nie dla wątpliwej jakości.



Komentarze
Prześlij komentarz