czwartek, 25 października 2018

Gnat: Rose - Jeff Smith, Charles Vess

ROSE KONTRA SMOK


Co prawda cała seria "Gnat" ukazała się w Polsce w trzech zbiorczych tomach imponującej grubości (każdy to dobre pięćset stron komiksu), to jednak wciąż niewydane pozostały dodatki do niej. A właściwie całkiem spora masa tych dodatków. Wszelkiej maści miniserie i oneshoty ukazywały się przez lata, uzupełniając naszą wiedzę na temat bohaterów czy też pokazując ich dalsze losy. "Rose" należy do tej pierwszej grupy. I chociaż niewiele wnosi ona do całości, to nadal kawał dobrego komiksu przygodowo-fantastycznego, po który śmiało można sięgnąć nawet nie znając głównej opowieści.


Smoki istniały od wieków, a dzięki ich królowej, pilnującej snów, na świecie panowała harmonia i spokój. Spokoju nie ma jednak w obecnych czasach, kiedy to żyć przyszło młodej i niepokornej księżniczce Rose. Gdy straszliwy smok zaczyna pustoszyć wioski Północnej Doliny, to na jej barki spada odpowiedzialność pokonania go. Dziewczyna nie ma jednak najmniejszego pojęcia jak mogłaby to zrobić, co gorsza nie wie także, z czym właściwie przyszło jej się mierzyć. Bo tak naprawdę przeciwnikiem jest tu ktoś zupełnie inny. Ktoś, kogo ona nie może pokonać – a przynajmniej nie może bez zapłacenia ceny, która zdaje się być wyższa, niż ktokolwiek gotów byłby zapłacić…


"Rose" to zarówno ten sam stary, dobry "Gnat", którego czytelnicy pokochali, a magazyn komiksowy "Wizard" uznał za jedną ze stu najlepszych historii graficznych w dziejach, jak i coś nowego, innego. Innego przede wszystkim pod względem grafiki, bo za ilustrację zabrał się zupełnie nowy autor. Nie zmienił jednak diametralnie wyglądu całości, dodał jej coś o siebie, taką bardziej europejską nutę. Nadal jest więc cartoonowo, nadal jest też kolorowo (ale nie nazbyt, tak by i dzieci, i dorośli także, byli zadowoleni), a całość pozostaje miła dla oka.


Fabularnie rzecz nie zawodzi. To tylko dodatek, nic co miałoby większy wpływ na całą historię, ale napisał go ten sam autor, który "Gnata" stworzył od podstaw. Dlatego charakter całości został zachowany, a klimat "Rose" zbliżony jest do tego, jaki prezentowały komiksy z głównej serii. Większych nowości tutaj zatem nie ma, podobnie, jak rewolucji. Ale jest dobra zabawa na dobrym poziomie. Czasem po prostu nic więcej nie potrzeba i tak właśnie jest w tym konkretnym przypadku.


Miłośnikom "Gnata" polecać nie muszę - i tak sięgną. Choć gdyby jednak byli jacyś nieprzekonani do spin-offu, polecam, bo jest tego wart. Stanowi bowiem dobre uzupełnienie serii i ma swój urok. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ukażą się też inne części tej historii, bo na chwilę obecną niestety nic na to nie wskazuje.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza