niedziela, 25 listopada 2018

Smerfy i Wioska Dziewczyn #2: Zdrada Jaskierki - Thierry Culliford, Parthoens, Alain Maury

SMERFY CHŁOPCY, SMERFY DZIEWCZYNY


„Smerfy” od dawna nie są już tylko dziełem Peyo, ich twórcy i ojca. Najpierw zaadaptowała je telewizja, potem sięgnęli po nie kontynuatorzy spuścizny belgijskiego mistrza, w tym jego własny syn, a wreszcie także kino. Oczywiście między innymi. Teraz, obok komiksów autora i albumów jego następców, na rynku dostępna jest jeszcze jedna seria. „Smerfy i Wioska Dziewczyn”, bo o niej mowa, to rozwinięcie filmowego uniwersum, jakże różniące się od pozostałych dzieł, chociaż jednocześnie wciąż całkiem udane i warte poznania, jeśli lubicie małe, niebieskie skrzaty.


Zaczarowany Las znów jest zagrożony, ale kiedy zaczyna się akcja tego albumu, nic jeszcze na to nie wskazuje. Oto bowiem Smerfy-dziewczyny, jak co roku urządzają zawody. Zawsze wygrywa je najsilniejsza z nich, Burza, jednak tym razem wszystko stoi pod znakiem zapytania. Dlaczego? Bo do zabawy dołączają Smerfy, które zdążyły się już przyzwyczaić do istnienia koleżanek, a Osiłek może być dużym zagrożeniem dla Burzy. Niestety, to nie jedyne zagrożenie, jakie czai się na horyzoncie i już wkrótce Smerfy i ich przyjaciółki będą musiały wyruszyć w nieznane, nie wiedząc z jakim niebezpieczeństwem przyjdzie im się zmierzyć…


To, co napisałem na wstępie, nie jest do końca prawda, bo serii ze Smerfami jest o wiele więcej, niż wymieniłem, skupiłem się jednak tylko na tych dostępnych w Polsce. Poza tym pewne rozdzielanie „Smerfów” tworzonych przez kontynuatorów spuścizny Peyo od liczącej na razie dwa albumy serii „Smerfy i Wioska Dziewczyn” też nie jest do końca właściwie. W końcu za oba tytuły odpowiadają właściwie ci sami ludzie. Rzecz w tym, że opowieści o dobrze nam znanych niebieskich stworkach i te, traktujące o ich koleżankach, różnią się od siebie bardzo wyraźnie.


Nie jeśli chodzi o scenariusz. Co prawda „Wioska Dziewczyn”, tak, jak i kinowe filmy, jest prostsza niż główne opowieści, mniej w niej satyry i głębi, a więcej typowych dla komiksu dziecięcego elementów, niemniej czyta się ją dobrze, z przyjemnością i pojawiającym się co i rusz na twarzy uśmiechem. Ten tom zresztą jest lepszy od poprzedniego. Tu mamy w końcu jedną długą i całkiem udaną opowieść, tam czekało na nas kilka luźno ze sobą powiązanych historyjek, dość samodzielnych, ale jednocześnie mocno odnoszących się do wydarzeń i ostatniej kinowej odsłony przygód Smerfów – i właśnie fakt bardziej spójnej treści działa na korzyść „Zdrady Jaskierki”.


Największą różnicę między tym albumem, a klasyką, widać przede wszystkim w rysunkach. O ile kreska jest bardzo podobna do tej, jaką operował Peyo (zresztą jego kontynuatorzy udowodnili, że potrafią rysować dokładnie tak samo, jak on), to już kolor wygląda zupełnie inaczej. Są co prawda momenty, gdy zbliża się do pierwowzoru, jest jednak bardziej złożony, mniej stonowany i pełen typowych dla współczesnych komiksów fajerwerków. Dzieciom się to jednak spodoba, zresztą ma to swój urok, choć nie robi już tak dużego wrażenia, jak zachwycająca swoją prostotą klasyka.


Tak czy inaczej: warto „Smerfy i Wioska Dziewczyn” poznać. To inne, ale ciekawe spojrzenie na świat małych, niebieskich stworków, które spodoba się ich najmłodszym fanom. Niezmiennie więc polecam, bo całość budzi we mnie wiele sentymentów.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza