czwartek, 6 grudnia 2018

Pijak - Hans Fallada, Jakob Hinrichs

PISARZ-PIJAK, PIJAK-BOHATER


„Hans Fallada: Pijak” to nie jest album dla miłośników rozrywkowych komiksów środka. Widać to już po okładce, ale gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości – w końcu nawet okładki czołowych serii Marvela i DC, a przynajmniej ich alternatywne warianty, potrafią być mylące – lepiej powiedzieć o tym wprost. Ci jednak, którzy lubią dobre, niebanalne, realistyczne, a przede wszystkim eksperymentujące z formą ambitne powieści graficzne, będą z dzieła Jakoba Hinrichsa bardziej, niż zadowoleni.


Hans Fallada – pisarz. Hans Fallada – pijak. We wrześniu roku 1944 Rudolf Ditzen, bo i pod takim nazwiskiem znany był Hans Fallada, trafia do więzienia w Neusterlitz. Wszystko prze kłótnię z byłą żoną. Pisarz był znów pod wpływem alkoholu, zrobił się agresywny, wyjął pistolet, strzelił… Los chciał, że nie trafił, ale tego było już za wiele. Zamknięty w więzieniu, dostał jednak pozwolenie na pisanie. By poradzić sobie z niedolą odwyku od alkoholu i innych używek, Fallada zaczyna tworzyć powieść „Pijak”, historię Erwina Sommera, szanowanego handlarza, który popada w wyniszczający go nałóg. Nałóg, który zaczyna się niewinnie, ale postępuje coraz dalej i coraz szybciej, doprowadzając uzależnionego do całkowitego upadku.


Kiedy Jakob Hinrichs dostał od swego wydawcy propozycję stworzenia komiksowe adaptacji „Pijaka” Fallady, siłą rzeczy musiał zapoznać się z owym dziełem. Jak się jednak okazało, całość czasem wciągała go i zachwycała, czasem była niestrawna i wręcz niemożliwa do czytania. Dlatego też postanowił nie przenosić dosłownie materiału źródłowego na nowy grunt, a inspirując się zarówno nim, jak i losami samego autora, stworzyć dzieło, gdzie literacka fikcja i biograficzne fakty, splatają się i przenikają wzajemnie w fascynującej opowieści, pełnej sprzeczności.


Sprzeczny jest już sam Fallada. Z jednej romantyczny mąż i kochający ojciec, z drugiej alkoholik i narkoman, który potrafi być nieobliczany i niebezpieczny. Podobnie rzecz ma się z szatą graficzną. Ta jest uproszczona, jest niszowa, przy okazji dość toporna i kojarząca się chociażby z „Aloisem Nebelem”, a zarazem połączona z eksperymentalnymi pod względem stylu grafikami, na myśl przywodzącymi dokonania kubistów. Realizm łączy się tu z onirycznymi, odrealnionymi klimatami, tak, jak mrok i czerń łączą się z oszczędną, choć czasem aż bijącą po oczach kolorystyką. I wszystko to doskonale do siebie pasuje.


Całość pod pewnymi względami przypomina mi „Pod mocnym aniołem” Jerzego Pilcha. „Pijak” jednak jest od niego o wiele lepszy. O ile bowiem jeszcze filmowa adaptacja Wojciecha Smarzowskiego jest filmem całkiem niezłym, o tyle powieściowy pierwowzór jest lekturą jedynie pozującą na literaturę wyższą, pseudo ambitnym dziełem bez większego polotu a tym bardziej głębi. Dzieło Hinrichsa, choć też nie do końca spełnione, radzi sobie z tym wyzwaniem o wiele lepiej. Warto je więc poznać i przekonać się i jego niewątpliwej sile wymowy i prawdzie, bijącej ze stron.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz