czwartek, 24 stycznia 2019

Hilda i Ukryjcy - Stephen Davies, Luke Pearson

SYMPATYCZNA HILDA


Seria komiksów o przygodach Hildy powstała w 2010 roku. Zyskała sporą popularność, więc całkiem niedawno temu, bo w roku 2018, zainteresowali się nią twórcy filmowi i przenieśli na taśmę w formie serialu, zrobionego dla serwisu Netflix. Jak to w takich sytuacjach bywa, produkcję wsparto także dodatkami i tak oto w ręce czytelników – także w Polsce – trafia pierwszy tom książkowej serii opartej… na serialu właśnie. Jak wypada to dzieło? I czy warto po nie sięgnąć?


Poznajcie Hildę, niebieskowłosą dziewczynkę, która lubi rysować, ale jeszcze bardziej lubi przygody. Spisując je (i ilustrując), idzie przez swoje życie, jakie przyszło jej wieść w niezwykłym świecie, a w jej codziennych przeżyciach towarzyszy jej sympatyczny lisojeleń. Kiedy pewnego dnia dziewczynka trafia na zamienionego w kamień trolla, zaczyna się kolejna niezwykła przygoda. Uciekając przed niebezpieczeństwem, Hilda znajduje tajemnicze olbrzymie ślady. Co mogło je zostawić? Najwyraźniej nie istnieje nic aż tak wielkiego, więc trzeba zbadać całą sprawę. A to zaledwie początek!


A zatem czy warto sięgnąć po przygody Hildy w tej odsłonie? Chociaż przyznam, że wolałbym poznać komiksy, które stały się podstawą wszystkiego, to i tak lektura „Ukryjców” okazała się naprawdę sympatycznym przeżyciem. Nie jest to wybitna książka, jeśli chodzi o inspiracje, to jej twórca pełnymi garściami czerpał zarówno z legend skandynawskich, jak i klasyki od „Muminków” zaczynając, na „Hobbicie” skończywszy, niemniej ma to swój urok i czyta się całkiem przyjemnie. Przyjemniej nawet, niż po początkowych akapitach mogłem przypuszczać.


Największym minusem książki – przynajmniej z perspektywy dorosłego czytelnika – jest czasem zbyt prosty styl. Czasem, bo nie dominuje on w „Hildzie”, ale jednak Stephen Davies, który oparł się na pomysłach Luke’a Pearsona, czasem serwuje nam zdania tak krótkie i uproszczone, że aż chciałoby się mu zwrócić uwagę. Dzieciom to oczywiście nie będzie przeszkadzać, w to akurat nie wątpię, niemniej myślę, że niejeden dorosły także z ciekawości sięgnie po tę powieść – choćby by poczytać ją razem z maluchem (czy też poczytać mu do snu) – i warto ten fakt zauważyć.


Ale całość i tak jest bardzo sympatyczna i lekka w odbiorze. Nie razi powierzchownością, nie odstrasza słabym wykonaniem, za to oferuje szybka akcję, dużo przygód, tyle samo niezwykłości, sporo uroku, nieco humoru i szczyptę tajemnic, które posuwają fabułę do przodu. Nie ma tu co prawda niezwykłego klimatu „Muminków”, ale jest inny, złagodzony i stonowany, mniej wyrazisty, ale obecny – i pełen słodyczy.


I są też znakomite ilustracje, bodajże najlepsza rzecz z całej książki. Rysunki są nastrojowe, ujmujące w swej prostocie i wpadające w oko nawet jeśli nie biją po oczach kolorami. Ładne wydanie to urocza kropka nad „i”, a jako całość „Hilda” to po prosu sympatyczna lektura dla młodszych czytelników. Coś w sam raz na początek przygody ze światem fantastyki.


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza