wtorek, 23 kwietnia 2019

Hellblazer, tom 1 - Brian Azarello, Richard Corben, Marcelo Frusin, Steve Dillon, Dave V. Taylor

PIEKIELNIE DOBRY KOMIKS


Postać Johna Constantine’a stworzył legendarny Alan Moore na potrzeby pisanej w latach 80. XX wieku serii „Saga o potworze z bagien”. Jednakże to dwaj inni scenarzyści przygotowali z tym bohaterem historie, które nie tylko odmieniły jego samego, ale i stały się legendami na rynku powieści graficznych. Pierwszym z nich są napisane przez Gartha Ennisa „Niebezpieczne nawyki”, drugim, jeszcze bardziej cenionym, „Ciężki wyrok” Briana Azzarello. I to właśnie od tej historii twórcy „100 naboi” zaczyna się niniejszy albumu. – album, który porwał mnie bardziej nawet, niż „Naboje” właśnie, a to nie lada osiągnięcie.


Jak można się domyślić po tytule, akcja tej opowieści zabiera nas w więzienne mury, gdzie trafia właśnie John Constante, skazany na trzydziestopięcioletnią odsiadkę. Za co? Nasz okultystyczny detektyw, jak sam siebie określa, upiera się, że jest niewinny. Ale czy aby na pewno? Wrzucony do bezlitosnego świata, gdzie każdy, łącznie ze strażnikami, ma wiele za skórą, zmuszony jest odnaleźć swoje miejsce i przetrwać. Nie będzie łatwo, bo otaczają go najgorsi z najgorszy, a w tym więzieniu wystarczy iskra by doszło do prawdziwego wybuchu…


Ten album zaczyna się mocnym akcentem. Mroczną, duszną, przygnębiającą atmosferą miejsca, gdzie nie ma już nadziei, a człowiek zginąć może na każdym kroku. Bo tu nie zadzierasz z jednym więźniem, a całymi gangami – i to gotowymi na wszystko. Ale wcale nie mniej mroku i zagrorzeń czyha na Johna, kiedy już opuści mury więzienia, by ruszyć w podróż przez Stany Zjednoczone. Od początku do końca album jest brudny, brutalny i przygnębiający. Alan Moore powiedział kiedyś, że o sukcesie tej opowieści przesądził realizm i zredukowanie elementów magicznych i trudno odmówić mu racji. Ale wielką siłą „Hellblazera” jest też zamiłowanie do wszelkiej maści uliczno-więziennych klimatów, z których Azzarello słynie, a które tu doprowadził niemal do perfekcji.


Ale znajdziecie tu także świetną stronę obyczajową, nieco niezwykłości, ciekawie skrojone postacie o pogłębionej psychologii, a wreszcie także po prostu rewelacyjne, mocno kontrowersyjne pomysły, osadzone w równie znakomitej akcji. Mamy tu długie, złożone opowieści, mamy też krótkie historie. Wszystkie z nich są różnorodne, ale spójne, porywające i zachwycające. I nie inaczej jest z szatą graficzną. Poszczególne zabrane w albumie komiksy zilustrowane zostały w sposób odmienny, od brudnej, ale pełnej cartoonowych naleciałości kreski, po pełne mroku i realizmu, choć ujętych w uproszczone ramy rysunków.


A wszystko to wydane w sposób rewelacyjny, w grubym zbiorczym tomie, w twardej oprawie i na świetnej jakości papierem. I tylko tłumaczenie miejscami szwankuje – bo przełożenie np. fish jako ryba, zamiast świeżak (jak powinno brzmieć w slangu więziennym) trudno nie uznać za wpadkę – ale i to jedynie sporadycznie, bez wpływu na odbiór całości. A ten jest rewelacyjny, bo „Hellblazer” Azzarello to komiks po prostu piekielnie dobry. A że już niedługo wśród nowości pojawi się nie tylko kolejna część, ale także i trzy zbiorcze tomy tej serii pisanej przez wspomnianego już Gartha Ennisa, można już zacierać ręce. Dla miłośników dobrych komiksów dla dorosłych szykuje się solidna dawka świetnej rozrywki na najwyższym poziomie.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza