poniedziałek, 29 lipca 2019

Czarny Młot #3: Era zagłady, część 1 - Jeff Lemire, Dean Ormston

SEKRETY I TAJEMNICE


Po dwóch tomach, w których zebrano poboczne miniserie ze świata „Czarnego Młota”, odwlekające – choć w bardzo interesujący sposób – rozwiązanie niektórych wątków, nadszedł czas na powrót do głównej opowieści. Nie będę Wam zdradzał czy "Era zagłady" wyjaśnia wszystko – albo cokolwiek – ale jedno mogę powiedzieć bez wahania: że całość utrzymuje ten zaskakująco znakomity poziom, do którego przyzwyczaiła nas na początku. I tylko rozbudza apetyt na więcej.


Lucy Weber przybyła z pomocą uwięzionym na farmie dawnym bohaterom. Straciła pamięć, ale w chwili, gdy została nowym Czarnym Młotem, odzyskała wspomnienia. Teraz zwołuje herosów by wyjaśnić im co to za miejsce i co tu właściwie robią… i na ich oczach znika. Co się stało? Kto za tym stoi? Bohaterowie są załamani, nie potrafią wyjaśnić całej sytuacji, ale jednocześnie nie zamierzają się poddawać…

Tymczasem Lucy budzi się w miejscu, którego nie zna. Bar dla złoczyńców z supermocami okazuje się jednak początkiem jej drogi. Dokąd ją to wszystko doprowadzi? I czy uda jej się przekazać rozwiązanie zagadki przyjaciołom swojego ojca?


Jeśli chodzi o komiksy składające hołd całemu medium, jedni czytelnicy zadowalają się prostą i niewyszukaną rozrywką opartą na kopiowaniu schematów, jaką jest seria „Invincible”, inni wolą bardziej subtelniejszą zabawę motywami pokroju „Czarnego Młota”. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy, bo tam, gdzie „Invincible” jedynie dostarczał niezłej rozrywki, „Młot” porusza, wciąga i pokazuje, że Lemire jest o wiele lepszym scenarzystą, niż Kirkman. Tym bardziej, że ta jego seria miała wszelkie prawo się nie udać.


Bo pomyślcie, scenarzysta sięgnął po różne wątki i postacie znane doskonale czytelnikom Marvela i DC, przepuścił je przez filtr własnej wrażliwości i talentu i osadził w mieszance światów znanych z komiksów superhero. Podobnych prób było wiele, większość skończyła się porażką. Lemire jednak zdołał stworzyć coś znakomitego, bo skupił się nie tylko na powieleniu ulubionych elementów, a złożył piękny hołd klasyce, uwspółcześniając to, co w niej kochał i dodając całe mnóstwo od siebie – głownie głębi, silniejszego rysu psychologicznego bohaterów i intrygującej, napędzającej całą akcję opowieści zagadki.


I to wszystko kontynuuje w „Erze zagłady”, zmierzając w coraz bardziej konkretnym kierunku. Nie czuć już, że nie wie do końca, co właściwie chce swoją opowieścią osiągnąć, nie ma też przesady, chociaż Lemire znów odwleka kulminacyjny moment. Zabawa z nowym „Czarnym Młotem” jest przednia i świetnie narysowana. Dobry kolor podkreśla tylko klimat całości, a świetne wydanie uzupełnione o porcję dodatków wypada znakomicie. Szukacie dobrego komiksu zarówno dla nowych czytelników, jak i fanów opowieści obrazkowych dobrze zorientowanych w losach ich bohaterów? Chcecie czegoś, co wykracza poza tylko rozrywkę i nie obrazi Waszej inteligencji? Poszukajcie tej serii wśród nowości, będziecie zachwyceni.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza