piątek, 19 lipca 2019

Superman #6: Imperius Lex - Peter J. Tomasi, Patrick Gleason, James Robinson, Doug Mahnke

UMARŁ KRÓL, NIECH ŻYJE KRÓL



Egmont wydając przygody Supermana z linii „Odrodzenie” dość mocno zaburzył ich kolejność. Szybko zakończył komiksy pisane przez Dana Jurgensa, publikując tysięczny zeszyt „Action Comics”, ale w międzyczasie pominął kilka albumów „Supermana”. Teraz jednak uzupełnia te luki, serwując nam brakujące tomy. Zaczęło się od niezłych „Nadziei i lęków”, teraz nadszedł czas na udany (i solidnie pogrubiony) album „Imperius Lex”. I cóż innego mogę powiedzieć, jak nie to, że miłośnicy Człowieka ze Stali w tej nowej odsłonie będą z całości bardzo zadowoleni?


Umarł król, niech żyje król! Ale kto tym królem zostanie? I jaką cenę przyjdzie zapłacić obrońcom dobra by nie dopuścić zła do zdobycia prawdziwej potęgi?

Kiedy Darkseid, potężny władca Apokolpis, żegna się z tym światem, zaczyna się walka o zajęcie jego miejsca. Wszyscy lordowie piekielnego świata stają ze sobą do boju o zwycięstwo. Nagroda jest niezwykła: panowanie nad imperium zła, które sieje postrach w całym kosmosie. Kto może ich powstrzymać? Sam Superman może sobie nie poradzić, ale z pomocą Lexa Luthora, który po śmierci poprzedniego Człowieka ze Stali dołożył starań, żeby stać się jego następcą, może się to udać. Czy jednak obaj wrogowie zdołają przełamać dzielące ich różnice i podjąć należytą współpracę, od której zależeć mogą nie tylko losy kosmosu, ale też i bliskich Supermanowi osób? I jakim niebezpieczeństwom będą musieli stawić czoła?


Bardzo dobry to komiks – tak po prostu. Poprzedni tom „Supermana” był złożonym z kilku krótkich opowieści przerywnikiem między poważniejszymi wydarzeniami. Teraz opowieść nabiera tempa i epickiego rozmachu, serwując nam szaloną akcję. Na dodatek nasycona zostaje widowiskowymi scenami i walkami, które tylko podkręcają tempo. Cały album to właściwie jedna, stupięćdzesięcistronicowa czysta akcja, którą czyta się jednym tchem. Ma swój klimat, wciąga i gwarantuje dobrą rozrywkę bez chwili nudy, trzymającą ten sam poziom, co wcześniejsze odsłony serii.


Co prawda z obu cykli poświęconych „Supermanowi” wydawanych na polskim rynku bardziej do gustu przypadł mi „Action Comics” Jurgensa, który stanowił piękny hołd legendarnym opowieściom tego scenarzysty z lat 90. XX wieku, ale i komiksy Tomasiego i Gleasona  nie zawodzą, stawiając na bardziej rodzinne i stonowane opowieści, które można czytać niezależnie od pracy Jurgensa, ale jednocześnie świetnie się z jego historiami przeplatające.


Do tego dochodzi sympatyczna szata graficzna, dość realistyczna i szczegółowa. Przydałoby się stonować nieco kolor, ale taki już urok współczesnych komiksów amerykańskich, stawiających na komputerowe fajerwerki. A i tak całkiem nieźle się to prezentuje. Kto więc lubi Supermana, na pewno będzie zadowolony z tego tomu, jak i wszystkich pozostałych albumów z jego przygodami wydanych w ramach „Odrodzenia”. Polecam i czekam aż wśród nowości pojawi się zarówno na ostatni „brakujący” album – „Bizzaroversum” oraz kolejne odsłony cyklu, pisane już przez Briana Michaela Bendisa. Jest na co.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza