poniedziałek, 23 września 2019

Pułapka Tesli - Andrzej Ziemiański

TESLA, WROCŁAW I INNE TAKIE



Twórczość Andrzeja Ziemiańskiego cenię od chwili, kiedy przeczytałem pierwszą w swoim życiu książkę jego autorstwa – „Breslau Forever”. Owszem, przygody z jego utworami miały różny przebieg: czasem drażnił mnie ich mizoginizm, czasem irytowały strasznie prosto skrojone postacie, to znów fabuły, którym daleko było do ambitnych – wciąż jednak wracałem i wracam do książek sygnowanych jego nazwiskiem. Jak więc mogłem przegapić wznowienie zbioru opowiadań „Pułapka Tesli”? I po wszystkim mogę powiedzieć tylko jedno: bawiłem się dobrze i cieszę się, że przeczytałem całość. Okej, to już dwie rzeczy, więc kończę wstęp i przechodzę do konkretów.


Fabuła? Jak się domyślacie jest różnorodna. Od fantastyki, przez horror, po coś na kształt thrillera, wraz z Ziemiańskim i bohaterami, którzy nieodzownie stanowią alter ego autora, zanurzamy się w różne czasy, różne miejsca i estetyki. Bohater potrafiący wpływać na sny swoje i innych? Tesla walczący o swoje patenty? Przyszłość Polski? Wrocław? O, nawet czarna wołga! Wszystko to jest tutaj, gotowe do odkrycia, jesteście ciekawi co ze sobą niesie?


„Pułapka Tesli”, jak większość zbiorów opowiadań, nieważne to czy jednego autora, czy całej grupy, jest rzeczą nierówną. Są tu naprawdę świetne teksty, które pobudzają wyobraźnię i atakują nas znakomitym klimatem, są też dobre historie, które czyta się świetnie mimo braku oryginalności, są też tylko niezłe teksty, serwujące nam patos czy kopiowanie znanych wszystkim pomysłów („Terminator” wiecznie żywy). Ale nie ma tu fabuł złych. Są shorty, są opowiadania, nowela też się znalazła, a wszystkie z nich trzymają konkretny poziom i nie obniżają całkiem wysoko zawieszonej poprzeczki.


Co można jeszcze powiedzieć o tym zbiorze? Przede wszystkim to, że mamy tu do czynienia z głównie z rozrywką. Ziemiański nie próbuje być ambitny, owszem, jakieś przesłanie czy wartości od czasu do czasu stara się przemycić, skupia się jednak na tym, by czytelnik bawił się jak najlepiej i wychodzi mu to z dobrym skutkiem. Potrafi zaintrygować, wciągnąć, momentami zaskoczyć, urzec klimatem… Jest tu wszystko to, za co lubi się dobrą polską fantastykę i, oczywiście, również to, za co ceni się autora. Powracającego Wrocławia zabraknąć nie mogło, nuty humoru także, podobnie jak specyficznej stylistyki prac Ziemiańskiego, gdzie całkiem niezły pod względem literackim język miesza się z mową potoczną. A wszystko to łączy się w tomik, który czyta się szybko i przyjemnie. Może to i niezobowiązująca lektura, ale za to rzecz w sam raz do odprężenia się z książką w ręku po męczącym dniu.


Jeśli lubicie rodzimą fantastykę, tudzież prace Ziemiańskiego, a nie znacie jeszcze „Pułapki Tesli”, powinniście się z nią zapoznać. Nie jest to wielka książka, nie jest to także najlepsze z dzieł autora, ale wciąż rzecz wyróżnia się in plus na tle podobnych polskich tytułów. I przy okazji Ziemiańskiemu udało się znakomicie uchwycić legendę samego Tesli, więc i miłośnicy tego legendarnego wynalazcy znajdą tu coś dla siebie.


Dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza