poniedziałek, 28 października 2019

Liga Sprawiedliwości: Bez Sprawiedliwości - Scott Snyder, James Tynion IV, Joshua Williamson, Francis Manapul

TAJEMNICA, CUD, MĄDROŚĆ, ENTROPIA


Nie ma chyba co ukrywać, że po ten album nie sięgnąłem ani ze wglądu na scenarzystę, choć jest nim niezły wyrobnik Scott Snyder (James Tynion IV i Joshua Williamson już tak dobrze sobie nie radzą), ani ze względu na ilustracje, bo fanem Francisa Manapula nigdy nie zostanę. Co zatem mnie przekonało? Oczywiście Lobo, moja ulubiona postać z DC. Tylko dla niego poznałem takie komiksy, jak „Odważni i Niezłomni: Władcy Losu”, „Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad” czy „Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni #2: Światło w Butelce”. I chociaż Lobo pojawiający się w głównonurtowych albumach nie jest tym psycholem, którego uwielbiam, to w końcu i tak jest to jakiś dodatek do kolekcji. Jednocześnie „Liga Sprawiedliwości: Bez Sprawiedliwości” to po prostu niezły komiks, który fanom DC przypadnie do gustu.


Event „Metal” wstrząsnął uniwersum DC i je odmienił. Teraz nadszedł czas stawić czoła jego konsekwencjom. Przebudzone zostają Tajemnica, Cud, Mądrość i Entropia, cztery byt, które zagrażają wszystkiemu. Tylko połączone siły superbohaterów i niektórych antybohaterów mogą stawić im czoła, ale jak poradzą sobie cztery nowe, niepasujące do siebie drużyny w walce z wrogami?  I kto wróci żywy z tego zadania, a kto polegnie?


Ta miniseria trochę przypomina event. Spektakularna akcja, plejada bohaterów, szybkie tempo, ważne wydarzenia… Znacie doskonale ten schemat. Podobnie, jak w „Metalu” tak i tu sam pomysł nie jest jakiś szczególny. Brak tu też nowości. Ale jednocześnie całość czyta się szybko i przyjemnie, nie nudzi ani przez chwilę, a i ma kilka bardziej udanych momentów. W skrócie: to taki komiksowy blockbuster, który pochłania się przyjemnie, dla chwili relaksu.


A jak wypada sam Lobo? Na pewno nie tak, jakbym marzył. Minęły już bowiem czasy, kiedy jego przygody pisał Keith Giffen, przekraczając wszelkie granice kontrowersji i dobrego smaku, a Bisley genialnie to ilustrował. Tutejszy Lobo jest jak z innych współczesnych komiksów, ugładzony, łagodniejszy i z przyciętymi pazurkami. Nie do końca odnajduje się w tej konwencji… a jednak i tak kradnie cały show, wypadając nieźle na tle harcerzykowatej reszty.


I nieźle wypadają rysunki. Grafika to nic specjalnego, ale jak na tego artystę nie jest źle, a momentami można nawet trafić na naprawdę udane sceny. Do tego dochodzą dobre wydanie i dobry przekład. Kto lubi komiksy DC, a w szczególności Ligę Sprawiedliwości, nie będzie miał powodów do narzekań. A wręcz przeciwnie. I należy też docenić pojawienie się Lobo. Kto wie, jeśli młode pokolenie czytelników go polubi, może doczekamy się powrotu klasycznych historii o tym szalonym rzeźniku. „Lobo/Authority” byłoby strzałem w dziesiątkę.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza