piątek, 1 listopada 2019

Mój Kucyk Pony: Przyjaźń to magia #13 - Christine Rice, Thom Zahler, Tony Fleecs, Agnes Garbowska

KUCE POWRACAJĄ


Długo przyszło nam czekać na ten tom „My Little Pony”, oj długo, bo aż równo rok (i dziesięć miesięcy od wydania ostatniej części serii pobocznej), ale chyba żaden miłośnik kucyków nie powie, że nie było na co. Bo ten album, trzynasty już, to bowiem kawał dobrej rozrywki, trzymającej poziom, do jakiego cykl zdołał nas przyzwyczaić. W skrócie: gotowi na kolejną porcję przygód tak kolorowych, że można dostać oczopląsu i tak słodkich, że cukrzyca to niemal pewien skutek lektury? A zatem do dzieła, kucyki czekają!


Co tym razem czeka na naszych sympatycznych bohaterów? Jak się możecie domyślić, wiele. I to bardzo. Zacznijmy od Fluttershy. Nasza żółta klaczka o różowych włosach, która prowadzi schronisko dla zwierząt, zostaje zmuszona zostawić interes pod opieką królika Angela. Pytanie jednak co z tego wyniknie?

W międzyczasie Pinkie Pie i Rainbow Dash dowiadują się, że ma dojść do ataku na Yakyakistan. Czy zdołają pokonać spiskowców? I jak Pinkie Pie poradzi sobie z uwięzieniem w wymiarze Discorda? Na koniec zaś znów wracamy do Fluttershy, która razem z Twilight Sparkle stara się odnaleźć lek na wszystkie choroby mieszkańców Equestrii. Czy obie mają jednak szansę na jego odkrycie?


Jaki jest ten komiks wiedzą wszyscy, którzy mieli w swoich rękach choć jedną z części serii. Ci, którzy jednak nie mieli takiej okazji, powinni wiedzieć, że seria ta to rzecz uroczo słodka i zabawna – to po pierwsze. Co więcej? Mamy tu prosty, acz dobrze poprowadzony scenariusz, charakterystyczne postacie i fabułę, jakiej oczekują fani – pełną przygód, akcji i uroku. Owszem, jest to rozrywka głównie dla młodszych odbiorców, ale i dorosłym dostarczająca wiele zabawy, jeśli nadal pamiętają jak to jest być dzieckiem. A tych na pewno nie brak, nawet jeśli nic chcą się do tego zbytnio przyznać.


Przede wszystkim jednak seria opiera się na humorze, a tego jest tutaj po prostu mnóstwo – słownego, sytuacyjnego, slapstickowego, absurdalnego, czasem naiwnego, czasem szalonego, często także rysunkowego. I, trzeba o tym koniecznie wspomnieć, także tego, odwołującego się do popkultury – i to często do dzieł, jakich dzieci raczej nie kojarzą, co jest ewidentnym ukłonem w stronę dorosłych czytelników. Jednocześnie to pełna wartości lektura, która potrafi poprawić humor i wciągnąć w barwny świat.


Oczywiście także od strony graficznej całość wypada bardzo przyjemnie. Cartoonowe obłości i ekspresja, wyrazista czysta kreska to gwarant sukcesu. Wszystko tu wygląda kolorowo, uroczo i słodko. I te trzy słowa najlepiej chyba oddają charakter serii, ale to już chyba doskonale wiecie. Dlatego też polecam „My Little Pony: Przyjaźń to magia” Waszej uwadze.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza