wtorek, 17 grudnia 2019

Garfield: Tłusty koci trójpak #6 - Jim Davis

GARFIELD NA OKRĄGŁO


Najśmieszniejszy kot w dziejach powraca! Znowu. I znowu. I znowu. Na okrągło, można rzecz – co w tym wypadku będzie zgadzało się wręcz aż za bardzo. Ale przecież „Garfield” to taka opowieść, którą na okrągło chce się czytać i wracać do niej, i znów, i jeszcze trochę. I śmiać się – w gorzki, bo gorzki sposób, w końcu to satyra – ale jednak. Bo mimo wszystko całość potrafi poprawić humor, w końcu nic nas tak nie śmieszy, jak obserwowanie przypadków, które w ten czy inny sposób możemy odnieść do naszych samych czy rzeczywistości.  Jednocześnie to po prostu dobry komiks dla czytelników w różnym wieku, dostarczający rozrywki zarówno dzieciom, jak i dorosłym, choć dla każdego zupełnie inaczej odbieranej.


Garfield to kot. Kot, który jest tak leniwy, jak gruby. I tak gruby, jak wielka jest jego nienawiść do poniedziałków – najgorszego możliwego dnia  tygodnia, w którym dzieją się wszystkie złe rzeczy (ponieważ piszę dla  Was tą recenzję w poniedziałek właśnie, tuż po tym, jak zalałem laptop, trudno mi się z tym nie zgodzić ;) ). Czego jeszcze nie lubi ten nasz rudy kociak? Listonoszy i rodzynków w cieście, i diet, i psów, i zdrowej żywności, i nieudolnych prób Johna w poderwaniu kobiet – chociaż to akurat potrafi dostarczyć mu całkiem sporo radości. A co kocha? Lazanię i spanie, jedzenie i drzemkę, pokarm i wypoczynek. I jeszcze trochę jedzenia. Czasem też chętnie pośpiewa na płocie, z ochotą podrapie meble tudzież odsłonięte łydki itp.

A co zajmuje go w tym tomie? Oczywiście poza wszystkim powyższym? Wiele rzeczy, m.in. próbuje doczekać się drapania po brzuszku, dręczy Oddiego i przekonuje się, czym grozi jedzenie kociej karmy „Kłaczek”!


Tyle jeśli chodzi o zawartość, przejdźmy zatem do konkretów, jeśli chodzi o ogół. Komiksy o Garfieldzie to, jak już pisałem, po prostu świetne lektury dla dużych i małych. Opowieści, które mają w sobie zarówno lekkość, jak i ambicję, a do tego prawdziwą siłę wymowy, jakiej oczekuje się od satyry. Każda historyjka, każdy pasek, każda jednostronicowa humoreska bawi i autentycznie śmieszy, ale przede wszystkim jest jakże trafna i urzeka prawdziwością. Przy okazji mamy tu też świetny klimat – paski z Garfildem, jak wiele podobnych, ukazywały się w gazetach codzienne, a to znaczy, że znajdziemy tu większość świąt i tym podobnych okazji, a to zawsze cenię. Całość wieńczy klasyczna, znakomita szata graficzna, przyjemnie cartoonowa, typowa dla tego typu dzieł, ale jakże udana i potrafiąca rozbawić samą nawet ilustracją, a to nie zdarza się za często


Konkluzja zatem będzie bardziej, niż oczywista, kto nie zna „Garfielda (to w ogóle możliwe?) teraz ma niesamowitą okazję zanurzyć się w jego świat i przygody dzięki pięknie wydanym, zbiorczym tomom, oferującym świetny papier kredowy i twardą oprawę. Cała reszta zaś będzie mogła uzupełnić swoją kolekcję i w pełni cieszyć się przygodami grubego, leniwego kota. Ja doskonale bawiłem się, poznając je jako dziecko i chyba jeszcze lepiej bawię się teraz, odświeżając niektóre epizody i poznając zupełnie nowe. Dlatego niezmiennie polecam gorąco.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.




1 komentarz:

  1. Jako dziecko zaczytywałam się w komiksach z Garfieldem - to wspomnienie mojego dzieciństwa. :)

    OdpowiedzUsuń