poniedziałek, 9 grudnia 2019

Trolle z Troy, tom 1 - Mourier Jean-Louis, Christophe Arleston

LOS TROLLI


Publikowanie przygód Lanfeusta trwa. Po wydaniu serii tomów zbierających takie opowieści, jak „Zdobywcy Troy”, „Lafeust z Troy”, „Lanfeust w kosmosie” i „Odyseja Lanfeusta”, nadszedł czas na wznowienie „Trolli z Troy”, jednej z pobocznych opowieści cyklu. Pobocznych, ale wcale nie mniej wartych przeczytania, niż pozostałe tytuły. Każdy bowiem, kto lubi dobre, komediowe fantasy dla dorosłych, krwawe i o dość niewyszukanym humorze, a zarazem niegłupie i dostarczające naprawdę dobrej rozrywki, będzie bardzo zadowolony.


Poznajcie trolle z Troy. Są wesołe, są sympatyczne i… są nienawidzone przez ludzi. Cóż się jednak dziwić, skoro tak uwielbiają szaszłyki z człowieka. Wszystko to prowadzi do sytuacji, że najważniejszy z eckmulskich mędrców postanawia zniewolić to stworzenia. By to robić, powołuje do życia Drużynę Zagłady Trolli i tak zaczyna się kolejny quest na troyowych ziemiach – dziejący się na dwa wieki przed narodzinami Lanfeusta.

Ale to tylko jedna strona medalu. Uciekający przed masakrą trolle Tetram, Waha i Profi, pragnąc uratować swoich ziomków, wyruszają na wyprawę na koniec świata. Tam bowiem czeka na nich Pierwotny Ogień, który może przynieść zwycięstwo. Co jednak wyniknie z tego wszystkiego? I jak potoczą się losy bohaterów?


Nie na wszystkie te pytania dostaniemy odpowiedzi. To w końcu dopiero pierwszy z trzech tomów zbierających całą, zamkniętą w dwunastu albumach opowieść o trollach z Troy. Opowieść poboczną, podobnie jak to było ze „Zdobywcami Troy”, ale od „Zdobywców” lepszą, bo bliższą poziomem regularnym tomom „Lanfeusta”. I, co równie ważne, oferująca wszystko to, za co kochamy komiksy z tego cyklu: humor, akcję, przygody, krew, epickie sceny itd. itd. Do tego dochodzą lekkość całości, jej zapadający w pamięć klimat i swoista magia, sprawiające że dzieło Arlestona i Tarquina czyta się dosłownie jednym tchem.


Ale, oczywiście, nie można zapomnieć także o świetnej szacie graficznej. Lekko cartoonowa, czysta kreska, dużo detali, sporo umowności i świetne oddanie typowych dla fantasy plenerów robią duże wrażenie. Tym bardziej, że uzupełniono je o naprawdę dobry kolor. Do tego dochodzi też kwestia wydania. Pamiętam, że „Lanfeust”, kiedy przed laty ukazywał się w formie albumów też miał do zaoferowania m.in. dobrej jakości kredowy papier, ale grube, zbiorcze tomy w twardej oprawie prezentują się naprawdę rewelacyjnie. W tym przypadku co prawda nie ma żadnych dodatków, ale kiedy historia jest tak dobra, jak ta, nie są one potrzebne.


Podsumowując: miłośnicy europejskich komiksów i dobrego science fantasy będą z „Trolli” zadowoleni. Ja polecam gorąco i cieszę się, że wydawca zdecydował się wznowić serie o Troy (a także wydać wcześniej niepublikowane w Polsce tomy). Ten świat wciąga i chce się do niego wracać, więc rozejrzyjcie się za tym albumem wśród nowości. Tym bardziej, że śmiało można zacząć od niego swoją przygodę z uniwersum.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza