czwartek, 19 grudnia 2019

Utsubora - Asumiko Nakamura

PUSTA PRZESTRZEŃ MELANCHOLII


Waneko z okazji dwudziestolecia swojej wydawniczej działalności zaserwowało nam niejedną świetną czy kultową mangę. Teraz nadszedł czas na kolejny tytuł, któremu warto poświęcić nieco uwagi. „Utsubora”, bo o nim mowa, to dość specyficzna historia dla dojrzałych czytelników, bardzo udana, klimatyczna, wciągająca i robiąca wrażenie samym imponującym zbiorczym wydaniem, które z miejsca przykuwa wzrok.


Wszystko zaczyna się od upadku. Młoda kobieta Aki Fujino ginie po tym, co równie dobrze może być aktem samobójstwa, co i zbrodnią. Po upadku z dużej wysokości na głowę, jej ciała nie da się rozpoznać, a okoliczności samej tragedii wydają się być równie intrygujące, co osoba denatki. Policja nie znajduje przy niej żadnych dokumentów, a jedynie telefon z dwoma tylko numerami w pamięci: znanego pisarza Mizorogiego i niejakiej Sakury Miki.

I tu na scenę wkracza Mizorogi właśnie, który zostaje wezwany przez policję do identyfikacji ciała. Na miejscu poznaje też Sakurę, kobietę, którą początkowo bierze za Aki, a która twierdzi, że jest jej siostrą bliźniaczką. Kim jednak jest w rzeczywistości? Co łączyło pisarza i zmarłą? Jak zginęła Aki? I co wyniknie ze spotkania Mizorogiego i Sakury?


Tytuł „Utsubora”, będący jednocześnie tytułem jednej z powieści Mizorogiego, to określenie złożone ze znaków, których znaczenie m.in. to „pusta przestrzeń”, „depresja”, „melancholia”, „urna”, „senność”, „to co skryte” i nazwy ryb kojarzonych z mrokiem i głębinami. I to doskonale określa to, co znajdziecie na stronach tej mangi. Bo „Utsubora” to melancholijna, depresyjna, czasem ponura i pełna tajemnic opowieść. Opowieść, oczywiście, dla dojrzałego czytelnika, bo nie brak w niej erotyki, może nie ostrej, ale na pewno wyrazistej.


I tu na myśl przychodzi jeszcze jedno określenie – określenie, które zresztą pada w samej historii odnośnie prozy głównego bohatera: namiętna. Wspomniana już erotyka nie jest bowiem ani mocna, ani wulgarna. To kobiecy komiks, dużo w nim delikatności i namiętności właśnie (także w warstwie graficznej, typowej dla kobiecych mang, łagodnej, kruchej, pozbawionej nadmiaru czerni). Uczuć, które są wyraziście zarysowane. I nieoczywistości widocznej na każdym kroku. Nie jest to thriller ani kryminał, choć trudno nie odnieść takiego wrażenia, a opowieść o ludzkich sekretach, jakie skrywa każdy z nas, co jeszcze bardziej przybliża ją do czytelnika. I chociaż akcja nie jest pospieszna, wydarzeń nie ma wiele, a całość zamiast atakować zmysły czytelnika, powoli do nich dociera, „Utsubora” wciąga i dostarcza udanej rozrywki na poziomie.


Czy jest to poziom, który zasługiwał na tak świetne wydanie? Tego nie jestem pewien. Nie jest to też klasyk, który należałoby tak wyszczególnić. Ale nie zmienia to faktu, że edytorsko rzecz robi wielkie wrażenie. Większe nawet, niż wydana podobnie „Ayako”. Gruby, bo ponad 400-stronicowy tom, twarda oprawa, materiałowy, tłoczony grzbiet, dobry, gruby papier, dodatkowa obwoluta, która oferuje nam drugą wersję okładki nadrukowaną na odwrocie… Pięknie to wygląda, wspaniale prezentuje się na półce, a że i cena jest dobra, warto sięgnąć po ten zbierający całą dwuczęściową opowieść tom. Tym bardziej, że – jak już Was chyba przekonałem – treść i wykonanie stoją na bardzo dobrym poziomie i nawet bez całej otoczki „Utsubora” godna jest polecenia i poznania.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.









Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza