poniedziałek, 29 czerwca 2020

Murciélago #16 - Yoshimurakana

BRUTALNA SŁODYCZ



Najsłodsza rzeźnia (a może najbardziej brutalna i makabryczna słodycz?) powraca! Tak, nowy tomik „Murciélago”, który dość długo kazał na siebie czekać, właśnie pojawił się na rynku i… Cóż tu można dodać, jak nie to że ta świetna seria jak zwykle wciąga, urzeka, bawi, ujmuje swoim urokiem i dostarcza solidnej dawki mocnych wrażeń, sprawiając że na kolejną odsłonę trudno się jest doczekać.


Śledztwo w sprawie cyrku trwa. Wszystko wskazuje jednak na to, że winny zarówno zbrodniom, jak i przywiązywaniu ludzi do balonów jest nie kto inny, jak Mario Legacy, kierownik cyrku. Czy taka jednak jest prawda? Jeśli tak, to właśnie on jest także tajemniczym Comedy Writerem, który od dekad umyka policji. Problem, w tym, że gdy Kuroko stara się rozwiązać wszystko na swój szalony sposób, Terada, który prowadził niegdyś śledztwo w sprawie tego samego zbrodniarza odkrywa, że to wcale nie on jest winny temu, co się obecnie dzieje. Z czym w takim razie naprawdę mierzą się bohaterowie? I kto jest Comedy Writerem?


„Murciélago” to specyficzna seria, do której na początku podchodziłem z wielkimi obawami. Bo pomyślcie, co wartościowego może mieć do zaoferowania opowieść o biuściastej nimfomance-lesbijce, która żadnej kobiecie nie przepuści, a która jest też wyzutą z uczuć seryjną morderczynią z szóstym zmysłem, obecnie pracującą na zlecenie służb mundurowych? Brzmi, jak typowo męskie, samcze wręcz czytadło, gdzie strony zapełniają tylko seks i przemoc… I tak jest, ale tylko do pewnego stopnia. I chwała za to twórcy, który z prostej, jeśli nie prostackiej idei, wykrzesał mnóstwo mocy, zmieniającej ją w komiks dla każdego, kto lubi mocne wrażania.


Pierwszą rzeczą, o której trzeba wspomnieć, jest zabawa motywami znanymi z thrillerów i horrorów. Rozpiętość motywów jest tu wielka dzięki czemu znajdą tu coś dla siebie miłośnicy zarówno „Szczęk”, „Piły”, „24 godzin”, opowieści o zombie i wielu, wielu innych. W oczy z miejsca rzucają się tu nazwy czerpane pełnymi garściami z prozy Lovecrafta (komiks nigdy nie był od tego wolny, że wspomnę choćby „Batmana” i pojawiające się tam Arkham), ale „Murciélago” oferuje też bardziej subtelne nawiązania, których wyłapywanie jest prawdziwą przyjemnością. Do tego dochodzi też szybka akcja, świetny klimat, brutalność i to co mnie kupiło najbardziej: słodycz i urok skoncentrowane w postaci Człowieka Bułki.


I jest jeszcze ta świetna szata graficzna. Z jednej strony mroczna i pełna drastycznych detali, a momentami wręcz autentycznej grozy, często jakże szalonej i pokręconej, z drugiej słodka i cartoonowa. Jakakolwiek by nie była, w całości mnie kupiła i kupuje za każdym razem, a sceny, kiedy bohaterki zachwycają się jedzeniem, ich mimika (szczególnie Człowieka Bułki) to mistrzostwo. A że cała reszta też jest świetna, polecam. Zwyczajnie warto jest „Murciélago” poznać.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza