piątek, 31 lipca 2020

Fire Force #4 - Atsushi Ohkubo

FIRE WARRIORS


Czwarty tomik „Fire Force” trafił w końcu w moje ręce. I co mogę o nim powiedzieć? Nic ponad to, co już pisałem o poprzednich odsłonach serii: że to typowy shounen, który czyta się szybko, lekko i przyjemnie. I jeśli lubcie shouneny (a da się ich nie lubić? malkontentów oczywiście nie słuchamy ;) ) śmiało możecie po ten tytuł sięgnąć.


Żeby dowiedzieć się prawdy o ludzkich zapłonie, Shinra i Arthur wyruszyli z zadaniem zinfiltrowania pierwszego zastępu SSP. Podejrzewają bowiem, że wiedzą oni zdecydowanie więcej, niż ujawniają, a co gorsze mogą mieć z tym wszystkim jakiś związek. Czy to szefostwo zastępu może być wszystkiemu winne?

Niestety oto a horyzoncie pojawia się kolejny wróg. Do walki z nim ruszają wszystkie zastępy SSP. Co jednak z tego wyniknie? I jak potoczą się wydarzenia?


Shounen to stricte męski typ komiksu. A dokładniej rzecz biorąc przeznaczony dla nastolatków płci męskiej i oferujący wszystko to, czego oczekują. A kim chcą być najczęściej chłopcy w tym wieku? Okej, pewnie niejeden z burzą hormonów powie, że aktorem porno, ale cofając się kilka lat wstecz… jakie są najpopularniejsze męski zawody wśród tej grupy wiekowej? Bycie policjantem, strażakiem… superbohaterem też powie, kto czyta komiksy. „Fire Force” zaś, jak wskazuje tytuł, to shounen, który szczególnie spodoba się tym, którzy w szczenięcych latach chcieli biegać z sikawką i gasić pożary. Tym, którzy chcieli mieć jakiś kostium i walczyć ze złem w postaci dziwnych wrogów o potężnych mocach, samemu podobnymi mocami władając też przypadnie do gustu. No i przy okazji wszystkim miłośnikom gatunku.


Ja nigdy nie chciałem być ani strażakiem, ani herosem, ani policjantem nawet. Miałem swoje priorytety, nigdy nie płynąłem z prądem. Za to zawsze lubiłem shouneny – a przynajmniej odkąd poznałem reprezentantów tego gatunku. I lubię też „Fire Force”, które jest po prostu niezłym bitewniakiem. Bohater strażak, wybraniec z piętnem przeszłości, który walczy ze złe w postaci demonicznych płonących bytów, dużo walk, dużo akcji, sporo humoru, równie sporo łagodnej erotyki (także w wykonaniu tutejszej odmiany zakonnic)… Standard, ale taki, który się lubi i którego pożądają nastoletni czytelnicy.


Graficznie rzecz wypada bardzo przyjemnie nawet, kiedy autor serwuje nam dziwne proporcje ciała i tym podobne „smaczki”. Wpadki zdarzają się każdemu rysownikowi, tu przynajmniej mamy charakterystyczny styl, choć mocno inspirowany wieloma podobnymi dziełami, i co tu dużo ukrywać, pasujący do opowieści. Miłośnicy shounenów będą więc z całości zadowoleni, tak pod względem ilustracji, jak i fabuły.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza