czwartek, 13 sierpnia 2020

Asteriks: Jak Obeliks wpadł do kociołka druida, kiedy był mały - Rene Goscinny, Albert Uderzo

KOCIOŁEK PEŁEN ZABAWY



Przygody Asteriksa to nie tylko komiksy i filmy, ale także coś, co można nazwać ilustrowanymi książeczkami. I „Jak Obeliks wpadłdo kociołka druida, kiedy był mały” to właśnie tego typu publikacja, stanowiąca połączenie tekstu Goscinnego i ilustracji Uderzo. Co prawda nie jest ona tak znana, jak inne tego typu dzieło, czyli „Dwanaście prac Asteriksa”, jednak w niczym mu nie ustępuje, a wręcz stanowi najlepszą taką publikację w karierze całej serii.


Fabuła tomu jest prosta. Historia cofa nas w czasie do okresu, kiedy Asteriks i Obeliks byli dziećmi i chodzili do szkoły. Śledząc ich losy, dowiadujemy się jak wyglądało wówczas życie w galijskiej wiosce, jak zmieniły się od tego czasu doskonale znane nam postacie i – co najważniejsze – jak to się stało, że Obeliks wpadł do kociołka z magicznym wywarem, co odmieniło na zawsze całego jego późniejsze życie…


Album „Dwanaście prac Asteriksa”, który był nie kolejnym komiksem, a połączeniem tekstu i ilustracji i wydawał się być jedynym tego typu odejściem od zwyczajowego schematu. Goscinny swego czasu stworzył bowiem film o takim tytule, jednak nie był on oparty na żadnym z jego dotychczasowych scenariuszy do serii. Ponieważ kinowa produkcja została dobrze przyjęta, postanowiono w końcu przenieść ją na strony ilustrowanej książki, która grubością i formatem odpowiadała innym albumom „Asteriksa”. Ale jednocześnie w 1965 oku Goscinny na potrzeby magazynu „Pilote” do numeru poświęconego epoce galo-rzymskiej, stworzył utrzymany w tej tematyce tekst, w którym postanowił odpowiedzieć w końcu na pytanie, jak to się stało, że Obeliks wpadł w dzieciństwie do kociołka z magicznym wywarem. Całość trzema niewielkimi rysunkami zilustrował Albert Uderzo, a bohaterowie zostali odmłodzeni do wieku mniej więcej sześciu lat – bo od tylu ukazywała się seria. Dopiero lata potem Uderzo postanowił stworzyć nowe grafiki do tego dzieła i przywrócić je dla kolejnych pokoleń czytelników, jako pełnoprawny album.


I teraz Egmont po raz kolejny wznowił go i fakt ten cieszy. Owszem, nie jest to komiks, a to właśnie one zawsze lepiej wychodziły autorom, niż ilustrowane opowieści, ale i tak jest to świetna rzecz. Dla mnie osobiście lepsza nawet od „Dwunastu prac Asteriksa”, choćby dlatego, że dopowiada ważny epizod losów naszych bohaterów. Gościnny serwuje nam tu prostą, ale zabawną i pouczającą opowiastkę, z jakich słynął. Uderzo wszystko to świetnie ilustruje i choć pod tym względem album jest prostszy, niż typowe komiksy o Asteriksie, grafiki artysty jak zwykle urzekają i są bardzo przyjemne dla oka. Do tego dochodzi dobre wydanie, które jak zawsze warto jest docenić.


I nie pozostaje mi nic innego, jak polecić ten album Waszej uwadze. Oczywiście jeśli jeszcze jakimś cudem go nie znacie. To świetna rozrywka dla całej rodziny, znakomite uzupełnienie nieśmiertelnego cyklu i dobry tom na rozpoczęcie swojej przygody z nim. Dobrze, że znów pojawił się wśród wydawniczych nowości.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza