środa, 12 sierpnia 2020

Czarny Młot #4: Era zagłady, część 2 - Jeff Lemire, Dean Ormston, Rich Tommaso

W TYM MŁOCIE TKWI SIŁA


Jeff Lemire to twórca który najlepiej czuje się w obyczajowych historiach albo leniwej fantastyce skupionej bardziej na postaciach, niż czymkolwiek innym. Jest jednak pewna seria superhero, która wyszła spod jego ręki, a która autentycznie zachwyca. I jest nią oczywiście „Czarny Młot”, cykl urzekający zarówno miłośników superbohaterskich komiksów, którzy wyłapią wszystkie smaczki zostawione przez autora, jak i zupełnie nowych odbiorców.


Kiedyś byli bohaterami. Bronili świata. Potem zginęli, a przynajmniej tak się wydawało, bo w rzeczywistość utknęli w pozaczasowym więzieniu, z którego nie mogli się wydostać, jeśli nie chcieli doprowadzić do jeszcze większej tragedii. Teraz pojawia się szansa, córka Czarnego Młota, która zdobyła moce ojca, ale… Bohaterowie znów tracą pamięć, rzeczywistość się zmienia, a  na dodatek powraca Antybóg, który chce unicestwić wszystko, co istnieje. Czy herosom uda się raz jeszcze powrócić i stawić czoła swojemu największemu wrogowi? A jeśli tak, jakie będą konsekwencje tych wydarzeń?


Czarny Młot” to wielki hołd Lemire’a dla klasycznych historii superbohaterskich i jedna wielka zabawa motywami, schematami, postaciami i całym medium opowieści graficznych w ogóle. Wcześniej w podobny sposób do tematu podchodzili między innymi Alan Moore (najlepiej widać to w serii „Top 10”) czy Mark Millar. Lemire nie zrobił tego lepiej niż oni, ale za to doskonale wpisał się w ten schemat i zaserwował nam rewolucyjną opowieść wypełnioną po brzegi autorskimi wizjami herosów i łotrów z Marvela i DC. Na jej łamach odtworzył też wszystkie najważniejsze motywy klasycznych historii obrazkowych z czasów Złotej i Srebrnej Ery, nie zapominając przy tym o Współczesnej czy jak ktoś woli Mrocznej Erze, gdzie bohaterowie przezywają kryzys tożsamości, a granica dobra i zła się zaciera pośród mrocznych wydarzeń.


Jednocześnie w uniwersum „Młota” Lemire stworzył wiele pobocznych opowieści, które nie tylko miały rozbudować wymyślony świat, ale przy okazji odwlec nieunikniony punkt kulminacyjny. Ten jednak osiągnięty został w pierwszej części „Ery zagłady”, gdzie padły odpowiedzi na najważniejsze pytania, a teraz wszystko zostaje doprowadzone do końca. Czy ostatecznego? Nie, w tym uniwersum pozostaje mnóstwo opowieści do snucia, ale jednocześnie można w tym miejscu zakończyć swoją przygodę z cyklem i będzie to koniec satysfakcjonujący. Tylko kto chciałby ją kończyć, skoro komiksy Lemire’a są takie świetne, a przy okazji serwują nam wiele emocji, zaskoczeń, znakomitej akcji, klimatu i dobrze skrojonych bohaterów.


Do tego dochodzi dobra szata graficzna, czasem specyficzna, czasem bardzo typowa, ale udana i pasująca do opowieści i świetne wydanie. Jeśli więc szukacie dobrego, dojrzałego superhero, ocierającego się jednocześnie o antyhero i bawiącego schematami gatunkowymi – i to o niebo lepiej od mocno przereklamowanego „Invincible” przeciętnego scenarzysty, jakim jest Robert Kirkman – koniecznie poszukajcie „Czarnego Młota” wśród komiksowych nowości. To tylko cztery tomy głównej opowieści, a jaka jest ona satysfakcjonująca i udana. W tym „Młocie” tkwi siła większa, niż w Mjolnirze Thora.






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza