piątek, 14 sierpnia 2020

Fusuke – Osamu Tezuka

W TYM SZALEŃSTWIE TKWI METODA


Chociaż na polskim rynku nie ma zbyt wielu mang Osamu Tezuki, przez lata czytelnicy nad Wisłą zdołali poznać kilka jego prac. Część z nich była absolutną klasyką („MW”, „Do Adolfów”, „Black Jack”), część stanowiła po prostu remake’i jego twórczości („Pluto”, „Dororor i Hyakkimaru”). Wszystkie jednak były poważnymi, mocnymi i poruszającymi opowieściami, w których próżno było szukać humoru. „Fusuke” to rzecz zupełnie inna, bo stricte komediowa, przesycona nie tylko satyrą, ale i prawdziwym absurdem, która na pewno jednak spodoba się każdemu miłośnikowi oldschoolowych komiksów.


Fusuke Shimomura jest biznesmenem, ale biznesmenem bez pieniędzy. Jak każdy chce jednak odnieść sukces: tak zawodowy, jak i osobisty. Niestety wszystko, co go spotyka, wydaje się być kpiną z niego samego. Żartem losu i życia, które najwyraźniej sprzysięgły się przeciw niemu. Czy poradzi sobie z tym wszystkim, co spotyka go na co dzień?


Kiedy przekartkowałem ten tomik, szybko dotarło do mnie, że to rzecz zupełnie inna, niż mangi Tezuki, które wpadły dotąd w moje ręce. Pamiętam, jak lata temu czytałem „Black Jacka” w magazynie „MangaMix” stanowiącym próbę przeniesienia na polski rynek idei japońskich pism komiksowych, pamiętam jak odkrywałem „Do Adolfów”, „Ayako” i „MW”, jednocześnie patrząc co współcześni autorzy zrobili z „Pluto” czy „Dororo”. Za każdym razem widziałem w tych mangach cartoonowa prostotę i ekspresję, mocne wpływy disnejowskich animacji i lekkość, ale zawsze czuło się w nich powagę. „Fusuke” poważny nie jest. Wręcz przeciwnie.


Kiedy zacząłem czytać byłem zdumiony. Mężczyzna znajduje na ulicy odciętego, ale żywego penisa, którego przygarnia. Szaleństwo. Ale w tym szaleństwie tkwi metoda, bo Tezuka nie chce serwować nam dziwactw dla samych dziwactw, a jedynie podkreśla nimi absurdalność losów swojego bohatera, któremu życie ciągle rzuca kłody pod nogi. A może są to po prostu wyzwania, którym musi sprostać, by osiągnąć cel. Tylko co nim jest?


Cokolwiek by to nie było, każdy rozdział mangi to skecz, który zarówno bawi nas, jak i poucza. „Fusuke” to dziwna manga, ale pełne i uroku, i klimatu, i prawdy też w niej nie brakuje. Graficznie jest bardzo udana, prostsza, niż zwyczajowe dzieła Tezuki, jeszcze bardziej, niż one ekspresyjna, ale zawierająca w sobie też sceny, w których nie brak realizmu czy detali. I autentycznie z miejsca wpada w oko – swoją innością, ale i niewątpliwą jakością.


Wszystko to razem wzięte daje nam bardzo interesujący komiks, odsłaniający przed nami inne oblicze autora zwanego Ojcem Mangi. Inne, ale równie ciekawe i warte poznania. Oby więcej takiej klasyki gościło na polskim rynku.


Mangę kupicie tutaj:






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza