czwartek, 10 grudnia 2020

Joker: Zabójczy uśmiech - Jeff Lemire, Andrea Sorrentino

 ŚMIECH SZALEŃCA

 

Wiele już było komiksów o Jokerze. Wiele było też przełomowych historii o tym wrogu Batmana, od próbującego wyjaśnić nam genezę klowna „Zabójczego żartu” Alana Moore’a zaczynając, przez „Azyl Arkham” – gdzie Grant Morrison postawił tezę, że Joker przyjmuje różne osobowości – na „Człowieku, który się śmieje” Briana Azzarello, w którym pokazano jego początki, skończywszy. Co jeszcze można ciekawego powiedzieć w temacie, mając za sobą dokonania takich mistrzów? Całkiem sporo, co udowadnia Jeff Lemire, który albumem „Zabójczy uśmiech” próbuje na nowo zanalizować Jokera. I to z bardzo dobrym skutkiem.

 

Kiedy spogląda się w otchłań, otchłań spogląda w człowieka. Taka jest znana od dawna prawda. Przekonał się o tym niejeden psychiatra, który badał Jokera, ale doktor Ben Arnel nie zamierza się zrażać. Wręcz przeciwnie, jest pewien, że jego morderczy klown nie złamie, za to jemu samemu uda się zajrzeć za kurtynę jego osoby i szaleństwa. Ale czy na pewno? I jakie będą konsekwencje tych działań? Konsekwencje, które mogą dotknąć nie tylko Bena, ale i jego najbliższych…

 

Jeff Lemire to autor, który potrafi nam zaserwować iście genialne komiksy („Royale City”, „Łasuch”, „Czarny młot”), a zarazem twórca, który niezbyt dobrze czuje się w gatunku superherop – choć jak wiadomo i na tym polu radzi sobie dobrze („Staruszek Logan”, „Extraordinary X-Men”, „Moon Knight”). „Joker: Zabójczy uśmiech” to połączenie tego, co Lemire uwielbia – psychologiczno-obyczajowej opowieści – z superbohaterskim kryminałem noir. Z tym, że tego superbohaterstwa jest tu mało. Na szczęście, bo zastąpił je frapujący horror psychologiczny, który bawi się schematami opowieści o Jokerze, jego losami i konwencją.

 


Historia, którą tu dostajemy, nie ma szybkiego tempa. Nie ma szalonej akcji. Nie ma popisów wyobraźni i spektakularnych scen rodem z kinowych blockbusterów. Zamiast tego dostajemy kameralny dramat, poplątany z horrorem, thrillerem i tym podobnymi elementami. Dramat, który nadawałby się na znakomite przedstawienie teatralne, może nie tak zachwycający jak genialne kinowe widowisko, jakim był „Joker”, ale doskonale wpasowujące się w oczekiwania, jakie wśród fanów rozpalił tamten obraz. I jakże satysfakcjonujące.

 

A wszystko to wieńczy świetna szata graficzna. Kiedyś Andrea Sorentino nie do końca przekonywał mnie do siebie, ale z czasem doceniłem i polubiłem jego prace. Tu zaś doskonale pasują do opowieści, ale i same w sobie wpadają w oko, budując znakomity klimat. Wszystko to razem wzięte, łącznie ze znakomitym wydaniem o powiększonym formacie, daje nam kawał bardzo dobrego komiksu, nie tylko dla fanów Jokera i Batmana. „Zabójczy uśmiech” to po prostu dobra, dojrzała powieść graficzna, którą warto poznać.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz