środa, 9 grudnia 2020

Magi #33 - Shinobu Ohtaka

ROZŁAM

 

Lubić shouneny, a nie znać „Magi”? Można, to prawda. Można cenić dany gatunek, a nie poznać jego największych dokonań, tak też się zdarza, a co dopiero serii, która – mimo wielkiej popularności –flagową pozycją nie jest. Ale po co? Skoro dzieło to mamy na rynku, w dobrej cenie, w dobrym wydaniu i tak samo udanym przekładzie, jaki jest sens nie poznawania go, skoro to jedocześnie kawał bardzo dobrej rozrywkowej serii, która ani przez chwilę nie pozwala się nudzić?

 

Finał wydarzeń jest coraz bliżej. Ale marzenie Sindbada o idealnym świecie zaczyna oddalać się coraz bardziej, kiedy Kogyoku podejmuje decyzję o odłączeniu się Cesarstwa Kou od Międzynarodowego Przymierza. Dlatego też nasz bohater wyrusza do Świętego Pałacu. Pytanie jednak co tam na niego czeka? I jakie będę skutki tej wyprawy?

 

Każdy z nas ma jakieś gatunkowe preferencje. Każdy ma też gatunki czy może schematy, których nie znosi. Tak, jak jedna estetyka czy klimat działają na niego w pociągający sposób, tak inne z miejsca odrzucają, nawet jeśli wydaje się, że jednak reszta historii mogłaby mu się spodobać. Zanim sięgnąłem po pierwszy tomik „Magi” byłem rozdarty między te dwa uczucia. Z jednej strony uwielbiam shouneny, z drugiej nie trawię opowieści spod szyldu „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Zwyciężyła ciekawość, tym bardziej, że „Magi” znajdowałem co i rusz na listach najlepszych mang. A skoro recenzuję już trzydziesty trzeci tomik, chyba możecie domyślić się, że nie żałuję poznania tej historii.

 


Jak na shounen przystało, przygody Aladyna, Sindbada i całej reszty, oferują to, z czego gatunek słynie: szybkie tempo, świetne walki, bohaterów wybrańców… A obok tego humor, łagodną erotykę, zabawę schematami pełnymi garściami czerpanymi z najsłynniejszych tytułów, lekkość, urok, klimat. Na miłośników fantastyki czeka tu sporo magii, niezwykłych istot, szczypta tajemnicy też się znalazła. Wreszcie fani arabskich opowieści też mają się z czego cieszyć, bo Shinbou Ohtaka serwuje nam tutaj całe mnóstwo odniesień do nich, bawi się ich bohaterami i motywami i daje im drugą młodość.

 


Całość niezmiennie wieńczy udaną szata graficzna, która ma i lekkość, i odpowiednio wiele realizmu. Ogląda się to bardzo przyjemnie, czasem potrafi czytelnika rozbawić sam rysunek, czasem jakaś grafika przyciąga wzrok na dłużej. A wszystko to dobrze współgra ze scenariuszem, gwarantując naprawdę dobrą, wciągającą zabawę.

 

Kto shouneny lubi, poznać powinien bo warto. Tak samo, jak miłośnicy arabskich klimatów i fantastyki. Bo „Magi” to taki twór, który bawi każdego, o ile tylko da mu się szansę.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz