wtorek, 2 lutego 2021

Spy×Family #5 - Tatsuya Endou

SECRET (of the) FAMILY

 

„Spy x Family” to taka specyficzna seria, która zachwyca nie tyle głównym wątkiem, ciągnącym całą akcję do przodu, a epizodami dziejącymi się właściwie obok tego, a także samymi postaciami. Ponieważ jednak i sama treść jest satysfakcjonująca, zabawa z tym tytułem jest przednia. Nawet jeśli nie znosicie opowieści o szpiegach.

 

Rodzina Forger (czy jakby to powiedziała Anya, Foldziel), rozrosła się. Po szalonej akcji pod ich dach trafił bowiem pies Bond. Z tym, że ni jest to zwykła psina, a ofiara eksperymentów, która potrafi przewidywać przyszłość. Operacja Stirx w końcu znów zaczyna iść jak powinna, ale… Właśnie, gdy zaczynają się egzaminy semestralne, Anya trafia w sam środek problemów, jakich się nie spodziewała… Jak z nich wybrnie?

 

Każdy z nas zna opowieści, w których poboczny czy drugoplanowy bohater kradnie całe show. W „Shreku” mieliśmy najpierw osła i świnki trzy, a potem kota w butach, którzy byli ciekawsi od głównych bohaterów. W „Madagaskarze” natomiast lepsze od wiodących postaci okazały się lemury i pingwiny. Podobnych przykładów można by mnożyć, także w świecie mang, a najlepiej widać to właśnie w „Spy x Family”. Bo może i główny bohater jest ciekawy, może i praca jego „żony” dostarcza świetnej rozrywki, a kolega z pracy Zmierzcha swoją fajtłapowatością potrafi rozbroić, jednak i tak to przeurocza Anya kradnie serca czytelników, zarówno urokiem, jak i szalonym podejściem do życia, kojarzącym się z podejściem głównej bohaterki „Yotsuby!”.

 


I właśnie dla niej najbardziej warto po ten tytuł sięgnąć. jej dziecięca logika, kolokwialnie mówiąc, rozwala czytelnika. Tak samo zresztą, jak jej pomysły, fochy i próby balansowania na cienkiej linie oddzielającej szaloną prawdę o jej „rodzicach” i „normalne życie”. Dostarcza to mnóstwa uciechy, za jaką kocham „Spy x Family”. Bo nawet jeśli – co już nieraz pisałem – humor w serii jest dość mocno stonowany, to w przypadku scen z Anyą (a w tym tomie także w krwawszych fragmentach poświęcony jej „matce”) potrafi wprost eksplodować i rozśmieszyć nawet ponuraków.

 

Oczywiście mamy tutaj także szpiegowsko-sensacyjną akcję, gdzie nie brak walk, pościgów i wybuchów, ale wszystko to jest odpowiednio wykręcone i przepuszczone przez filtr typowy dla tej serii. Choć rozmach bywa poważny, nic poważne tutaj nie jest, a czasem ociera się o fantastykę. A jednak pozostaje ciekawe, potrafi zaskoczyć, a momentami nawet wywołać napięcie – i o to właśnie chodzi, prawda?

 


Dodajcie do tego naprawdę świetne, ujmujące ilustracje i świetne wydanie, a dostaniecie kolejną, wartą poznania serię. Serię bardzo dynamiczną, a jednak łagodną. I jakże wciągającą.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz