wtorek, 27 kwietnia 2021

Czarolina #3: Tajemnica mojego pochodzenia – Sylvia Douyé, Paola Antista

 ZAGROŻENIE NIE MIJA

 

Sympatyczna Czarolina powraca. Trzeci tom opowieści o niej wyjaśnia nam coraz więcej – jak wiele, nie zdradzam – i jak zwykle dostarcza niezłej rozrywki. A wszystko to robi w przyjemnym i niezobowiązujący, ale jednak udany sposób.

 

Wydarzenia na wyspie Vorn nabierają tempa. Pomimo tragicznych wydarzeń, jakie miały tam miejsce, konkurs fantastykologii wciąż trwa. Wydaje się, że teraz, kiedy zamienieni w szkło uczniowie odzyskali swoją dawną postać, a winowajca zniknął, wszystko wreszcie wróci do normy. Willa jednak jest innego zdania. Uważa, że zagadka nie została rozwiązana jak należy i problem wcale się nie zniknął…

Jeśli chodzi o Czarolinę, to i w jej przypadku nie brakuje problemów. Widzi bowiem tajemnicze zwierzę, którego zdaje się nie dostrzegać nikt poza nią samą. Ale czy rzeczywiście je widzi? A może ma jakieś omamy? A zagrożenie wcale nie minęło i czai się bliżej, niż wszyscy mogliby się spodziewać…

 

Przyglądając się tej serii, trudno nie stwierdzić, że „Czarolina” to prosta opowiastka, dedykowana głownie do dziewczyn wkraczających w okres nastoletniości. Na szczęście, poza skierowanymi do odbiorców w tym wieku tematami – baśniową fantastyką, szkolnymi problemami, przyjaźnią etc. – ma do zaoferowania coś o nieco więcej. A co dokładnie? A chociażby to, że pod całą tą fantastyczną otocz oczka można się doszukać analogii do dojrzewania. Do przemian zachodzących w młodych odbiorcach, obleczonych tu w szaty rodem z literatury fantasy, ale jednak bliskich czytelni(cz)kom. Czy to nie nadinterpretacja, nie wiem, ale warto chyba o tym pamiętać, sięgając po ten tytuł.

 


Przede wszystkim jednak „Czarolina” to stricte rozrywkowa lektura. Nie jest to seria pozbawiona swojego uroku i charakteru. Owszem, nie jest ona ani głęboka, ani ambitna, niemniej ma swój przyjemnie mroczny klimat, który ja sam ceniłem jako dziecko i na pewno bym docenił, gdybym był nim teraz, nieźle poprowadzoną, szybką akcję, przygody i tajemnice. Wszystko to może i przypomina trochę „Harry’ego Pottera”, tylko podanego w wersji dziewczyńskiej, na szczęście jednak ma swój własny charakter i nie za wiele czerpie z opowieści o młodym czarodzieju..

 

Graficznie „Czarolina” też jest udana. Lekkie, proste ale odpowiednio fantastyczne i nastrojowe ilustracje, dość bogata kolorystyka i tym podobne elementy sprawiają, że ogląda się to wszystko równie miło, co czyta. I to nie tylko, gdy czytelnik reprezentuje płeć piękną. Dlatego polecam, bo każdy mały miłośnik fantastyki może znaleźć tu coś dla siebie i dobrze się bawić.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz