Elektra: Czerń, biel i krew – Charles Soule, Leonardo Romero, Declan Shalvey, Peter David, Al Ewing, Greg Smallwood, Ann Nocenti, Paul Azaceta, David Pepose, Matthew Rosenberg, Peach Momoko, Kevin Eastman, Freddie E. Williams, Mark Bagley, Simone d’Armini, Greg Land, Rod Reis, Federico Sabbatini, Danilo Beyruth, Alberto Alburquerque
Kolejny tom całkiem udanej serii „Czerń, biel i
krew” trafił właśnie do sprzedaży, a tym samym w ręce czytelników trafia porcja
różnorodnych komiksów z jedną z najsłynniejszych kobiecych postaci w historii
tego medium. Bywa więc nastrojowo, bywa dynamicznie, czasem nie brak też
bardziej nietypowego podejścia. Zawsze jest jednak dość krwawo – dość, bo to
rozrywkowy komiks środka i zbyt brutalny być po prostu nie może – i naprawdę
przyjemnie.
Elektra Nachios. Greczynka. Ninja. Zabójczyni.
Potrafi być zła, potrafi być dobra, podróżuje po całym świecie i walczy. Walczy
z ninja z Dłoni, walczy z wampirami i nie tylko, balansując gdzieś na granicy
bycia bohaterką i łotrzycą.
Czym jest seria „Czerń, biel i krew”? Jeśli jeszcze
tego nie wiecie, to nic innego, jak cykl mini-serii / antologii tworzonych
przez śmietankę współczesnych autorów (oczywiście tych związanych z Marvelem) i
skoncentrowanych za każdym razem wokół jednej, innej postaci. Czyli mniej
więcej to samo, co lata temu DC zrobiło w serii „Batman: Black & White”. A
co do treści, to w skrócie chodzi o to, żeby każda z tych miniserii pokazywała
najróżniejsze oblicza danego bohatera, od poważnych, po zabawne, od stricte
związanych z fabułami, po niezależne od nich. I to widzieliśmy w poprzednich
tomach. Za nami już przecież „Wolverine”, „Carnage” i „Deadpool”. Teraz
przyszła pora na Elektrę.
Fabularnie to dość typowe dzieło, trochę akcji,
sporo bicia się, ale też i wiele naprawdę nastrojowych momentów. Czasem
dostajemy rzeczy bardziej w klimatach thrillera, czasem coś z fantastyki albo
horroru, to znów bardziej super (anty?) hero… Na nudę nie ma tu miejsca. Na
budowanie złożonych opowieści zresztą też, ale twórcy robią co mogą i to z
całkiem udanym skutkiem. Poszczególne historie nie nudzą, są różnorodne – także
poziomem – a mimo wszystko nie rozczarowują. Nie jest to poziom prac Millera,
który tę postać wymyślił, potem uśmiercił, a w końcu wreszcie – uginając się
pod naciskami fanów i wydawcy – przywrócił do życia i w każdej opowieści o niej
potrafił zachwycić, ale bawiłem się bardzo przyjemnie.
A skoro o Millerze mowa, to trzeba zauważyć, że w
albumie brakuje naprawdę wielkich i wyróżniających się artystów. Z klasyków
mamy tu właściwie tylko Ann Nocenti plus Kevina Eastmana, reszta to współcześni
twórcy hitów, bardziej wyrobnicy niż artyści, ale wyrobnicy znający się na
swojej robocie, snujący dobre opowieści – tak fabularnie, jak i graficznie – i
to się liczy. „Elektra:
Czerń, biel i krew”, którą znajdziecie w ofercie TaniejKsiazki, czyta się
dobrze, miło ogląda, bo bywa i realistycznie rysowana, i cartoonowa, i typowo
amerykańsko, i z europejskimi naleciałościami – i z mangowymi wpływami także i
poznać warto. Tak dla uzupełnienia tego, co już znacie, jak i w sytuacji, gdy
chcielibyście od tego komiksu zacząć przygodę z Elektrą.
Sprawdźcie też inne komiksy i nowości w
księgarni TaniaKsiazka.pl.




Komentarze
Prześlij komentarz