Gigant Poleca Premium #3/2026: Superkwęk 2 – Guido Martina, Massimo De Vita, Giorgio Cavazzano, Guido Scala, Massimo Marconi, Giorgio Pezzin

ZMAZAĆ NIESMAK?

 

Pamiętacie pierwszy tom „Superkwęka” wydany niemal dokładnie rok temu? Oj był to wielki strzał Egmontu w kolano. Tłumaczenie, jak z translatora – ale translator nie popełniłby tylu błędów, potem szybkie wycofanie nakładu, przemiał, zapowiedzi wznowienia, janusze biznesu sprzedający wykupione na szybko tomy z parokrotnym przebiciem, burza w sieci… W końcu nowe wydanie, a teraz ciąg dalszy. Czy jest lepiej? Tak, tom wydany jest należycie, a za pięć dyszek dostajemy 620 stron komiksowej klasyki (liczę tylko te z komiksami, tak mamy 624 plus okładki, żeby dokładnym być), która może i się nieco zestarzała, ale wchodzi dobrze. Ale nadal gdzieś tam pozostaje to wspomnienie tego, co się zadziało przed rokiem.

 

Na początku Donald będzie chciał odpocząć, korzystając z tego, że siostrzeńcy wyjechali, ale kiedy podsłucha pewną rozmowę… Potem Daisy na progu swojego domu spotka… Daisy, Donald poleci w lot razem ze Sknerusem, a także podejmie chroniąc skarbiec, nie upilnuje go przed złodziejami… A wszystko to łączy postać Superkwęka, który musi wkroczyć do akcji.

 

Dziaders ze mnie, bo pamiętam czasy, jak album liczący 132 strony to było mega grube wydanie komiksu amerykańskiego, a gdy wychodziły pierwsze „Giganty” liczące po 250 stron to słowo „Gigant” doskonale do nich pasowało. A teraz mamy albumy po niemal 800 stron na naszym rynku (rzadko, ale są, a takie po 400-500 to już standard), a „Giganty” w takich wydaniach, jak to, przekraczają 620 stron i może rozmiar nie robi już takiego wrażenia, jak kiedyś, ale kiedy zaczynam to czytać, znów mogę poczuć się jak dzieciak. Nie ma tej ekscytacji ile to stron, ile będzie czytania (okej, mimo wszystko człowiek cieszy się, że to taka cegła z tego „Superkwęka” i ma przy okazji na więcej innych takich grubasków), ale frajda z lektury jest.

 


Co prawda ja nigdy za klasykami jakoś nie przepadałem, ale Superkwęk to jednak była moja bajka. Wtedy czytało się głównie bardziej współczesne rzeczy z nim, a klasyka od nich się różni. Ale i tak zabawa jest dla mnie bardzo fajna. Jest tu akcja, jest humor, jest sensacja, fajne są pomysły, przygody, nawet na klimat znalazło się miejsce. Historie są długie (najkrótsza ma trzydzieści kilka stron, ale ogólnie mamy tu ok. 50 na każdą (łącznie 11, z czego 3 były już kiedyś w „Gigantach”), treściwe, dzieje się dużo, mamy tu też ważne dla serii momenty (spotkanie Superkwęka i Superkwoczki). Gdzieś między klasykę wciśnięto co prawda późniejszy komiks, żeby pasowała liczba stron, a chyba każdy wolałby, żeby to jednak chronologicznie leciało, ale każda z tych historyjek to konkretna rozrywka, która nadaje się dobrze dla całej rodziny.

 


Niezła cena przy solidnej ilości strony i niezłym, budżetowym wydaniu, świetna zawartość i… I tyle wystarcza. Kacza klasyka, którą każdy fan poznać powinien. I w sumie lepiej, że to wychodzi w takiej przystępnej formie, niż jako cegła na kredzie i w twardej oprawie za kilka stówek, bo dzięki temu więcej ludzi ma szansę poznać wczesne przygody Superkwęka.

Komentarze