Ultimate Spider-Man, tom 12 – Brian Michael Bendis, David Lafuente, Takeshi Miyazawa

 ULTIMATE NEW BEGINING

 

Seria „Ultimate Spider-Man” zakończyła się na 133 zeszycie, po wielkim evencie skupionym na walce z Magneto. Spider-Man niemal przypłacił to starcie życiem, moment był przełomowy i przełom nadszedł: serię zamknięto w czerwcu 2009, domknięto jeszcze dwoma zeszytami „Ultimatum: Spider-Man Requiem””, a już w sierpniu wróciła jako „Ultimate Spider-Man, vol. 2”. Wróciła na piętnaście zeszytów i niemal w całości dostajemy ją w tym albumie. Albumie, który okładką może nie zachęca zbyt szczególnie, ale wart jest poznania, jak cała ta seria i dostarcza niezapomnianych wrażeń wszystkim miłośnikom Pająka.

 

Po wojnie z Magneto, która pochłonęła tysiące ofiar, nadchodzi czas opłakiwania zmarłych i sprzątania po wielkiej powodzi, która zrujnowała miasto. Ale są tacy, którzy chcą wykorzystać sytuację zupełnie inaczej. Tu właśnie na scenę wkracza Mysterio, który chce ugrać na tym wszystkim jak najwięcej. Spider-Man chce mu w tym, oczywiście, przeszkodzić, ale nie jest to łatwy przeciwnik. A to jedynie część tego, co się dzieje, bo pojawia się problem z sąsiadem i jego mocami, zjawia się tajemnicza postać, w domu Petera przybywa osób, a… Właśnie, Peter już w swoim związku wiele miał problemów z zazdrością Mary Jane, a teraz jeszcze dziewczyny zaczynają o niego rywalizację…

 

Można rzec, że ten tom „Utimate Spider-Mana” to taka przejściówka. Po wielkich wydarzeniach poprzedniego i przed wielkimi wydarzeniami tomu kolejnego, gdzie świętować będziemy 150 zeszyt serii, a zarazem mierzyć ze śmiercią tytułowej postaci, która będzie musiała stoczyć swoją ostateczną walkę (tą ostateczną walkę rozpisaną na zeszyty 153-160 mogliśmy już czytać po polsku w jednym tomie „Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, więc jak się nie możecie doczekać, wiecie już czego szukać), można by sądzić, że tu napięćie opadnie, emocje się uspokoją itp. Ale nie, bo dwunasta część serii to fabularnie to, co w niej najlepsze – czyli wątki obyczajowe. Ta seria od początku stała tym i genialnym konwertowaniem legendarnych pajęczych fabuł, tym razem te drugie są na dalszym planie. Z korzyścią dla opowieści.

 


Bendis o nastolatkach pisze wprost genialnie. Wie, co im w głowach siedzi, nie patrzy na nich przez różowe okulary, a jednocześnie pamięta, że komiks robi i dla młodzieży, i fanów starszych, więc dla tych pierwszych unika niewłaściwych tematów, ale dla drugich nie zatraca dojrzałości, pozostając jednocześnie młodzieńczo niemal energetycznym. Jest też akcja, są przygody, szybkie tempo, walki, dużo widowiskowych scen… No i jest szata graficzna, coraz prostsza, bardziej cartoonowa, co nieco zaniża poziom wiekowy odbiorców, ale jednak nie wpływa na przyjemności poznawania serii. Bo najważniejsze są tu fabuły Bendisa, a te stoją na najwyższym poziomie.

 


W skrócie, warto. Jak zawsze. „Ultimate Spider-Man, tom 12”, (znajdziecie w ofercie TaniejKsiazki), to niezawodna rozrywka trzymająca poziom, jakiego we współczesnych komiksach rozrywkowych brakuje.



Komentarze