Video Girl Ai (OVA)

(UN)PERFECT GIRL AI

 

„Video Girl Ai” to zdecydowanie jedna z moich ukochanych serii mangowych. Nie jest idealna, ale na tyle rewelacyjna, by zachwycać, poruszać i zachęcać czytelnika do przymykania oka na wszelkiej maści niedociągnięcia czy naciągane wątki. Wszystko to, co w serii najlepsze, zamknęło się jednak w trzech pierwszych tomach, a cała reszta była jedynie wariacją na ich temat. Nic wiec zatem dziwnego, że seria anime nakręcona na podstawie „VGA” oparta została właśnie na materiale z tych tomików. I chociaż animacja, która powstała nie jest tak wyśmienita, jak manga, to wciąż kawał świetnego, romantyczno-erotycznego kina, które warto obejrzeć.

 

Moteuchi Yota to nastolatek, jakich wielu. Lubi obejrzeć filmy dla dorosłych, ma słabość do płci pięknej, ale poczciwa z niego dusza. Nic więc dziwnego, że kiedy dziewczyna, którą kocha wyznaje mu, że zakochała się w jego najlepszym przyjacielu, gotów jest pomóc jej w zdobyciu chłopaka.

I ta jego dobroć sprawia też, że pewnego dnia trafia do dziwnej wypożyczalni kaset wideo, z której wychodzi z czymś, co odmieni jego życie. To miał być filmik dla dorosłych, okazuje się jednak, że tak naprawdę zawiera niejaką video girl, a dokładniej tytułową Ai. Misją video girl jest pocieszenie potrzebującego faceta. Z Ai jednak jest pewien problem – odtwarzacz Moteuchiego był uszkodzony, kiedy wychodziła z telewizora, dlatego teraz dziewczyna nie dość, że straciła część swoich kształtów, to ze słodkiego ideału stała się choleryczką. Mimo wszystko chłopak szybko przekonuje się, że dziewczyna wcale nie musi być idealna, by mógł się w niej zakochać…

 

Zacznę może od minusów tego anime. Pierwszym z nich jest to, że producenci nie porwali się, by na ekran przenieść całą piętnastotomową serię. Bo przez to widzowie tracą wiele świetnych, mocnych wątków czy wyjaśnień. Drugi prezentuje się tak, że animacja, choć bardzo przyjemna i wierna oryginałowi, nie prezentuje tego geniuszu kreski, jaką widzieliśmy w mandze – tego realizmu, wybitnego operowania rastrami czy bogactwa detali. Jest bardzo dobrze, animacja z miejsca wpada w oko, ale nadal daleko jej do pierwowzoru.

 


Nie zmienia to jednak faktu, ze seans serii OVA jest równie rewelacyjny, jak i lektura mangi. Bo podstawą tej opowieści zawsze była miłość i uczuciami stoi animacja. Owszem, jak w pierwowzorze, tak i tu, mnóstwo jest erotyki, ale przede wszystkim mamy dużo uroku, słodyczy i wzruszeń. A z każdym kolejnym epizodem akcja staje się coraz bardziej dramatyczna i fantastyczna, aż do pięknego finału, opartego na początku trzeciego tomiku mangi, czyli genialnych „Szklanych schodach”. Finału bardziej konsekwentnego niż w mandze, w końcu czymś musiano zakończyć całość, ale dobrze pasującego do opowieści.


 

Do tego mamy świetną muzykę, niezapomniany klimat i dobry dubbing – japoński, bo amerykański, mimo starań, nie wypada zbyt dobrze. I świetną, mimo pewnych niedociągnięć (czasem oczy postaci wypadają dziwnie) animację. W konsekwencji w ręce miłośników tak pierwowzoru, jak i romantycznych uniesień, trafia rzecz rewelacyjna. Coś, w czym można zakochać się tak, jak Moteuchi zakochał się w Ai.

Komentarze