Aliens vs. Predator – Randy Stradley, Phill Norwood, Chris Warner


WALKA SIĘ ZACZYNA

 

Trzydzieści lat minęło dokąd na polskim rynku debiutował… Nie, Alien jeszcze wtedy nie miał okazji gościć w komiksach nad Wisła, ale ściśle z nim powiązany łowca, czyli Predator, już tak. Obcy pojawił się rok później w albumie „Aliens versus Predator”, a choć chyba wszyscy pokochali ten tom – bodajże najgrubszy, jaki TM-Semic wydało, bo liczący 148 stron, co było wyjątkiem: Semici cięto tak, by nie przekraczały 132 stron – na kolejne komiksy z Alienami czekać musieliśmy potem dobrych pięć lat. Predator miał więcej szczęścia, ale też rzadko się pojawiał. Nie zmienia to jednak faktu, że wydanie „AvP” stało się wielkim sukcesem TM-Semic i do dziś komiks ten wymieniany jest jako jeden z najlepszych z ich oferty. No i słusznie, bo to serio świetna rzecz, nastrojowa i intrygująca. I o niebo lepsza od dwóch filmów, które inspirowała.

 

Predatorzy sprowadzają na planetę Ryushi Obcych, by urządzić sobie na nich polowanie. Pech chce, że na tej samej planecie znajdują się ludzie, którzy wyeksploatowali już swój świat i szukają kolejnych, do pozyskiwania dóbr naturalnych. Wplątani w walkę dwóch morderczych kosmicznych ras ranczerzy, będą musieli przetrwać, tylko czy to możliwe? I jak poradzi sobie z tym wszystkim młoda Machiko Noguchi, która stoi na czele osadników?

 

Kto wymyślił, by połączyć Obcych i Predatorów w jednej opowieści? Mówi się, że zrobił to redaktor Chris Warner, podczas spotkania ekipy Dark Horse Comics, na którym omawiano kwestie potencjalnych crossoverów z DC Comics. W efekcie pod koniec 1989 roku pojawiła się pierwsza część krótkiej historii napisanej przez Randy’ego Stradleya, a kiedy w roku 1990 zaczęła ukazywać się miniseria pod tym samym tytułem, ostatecznie włączono ją do całości, jako prolog. Ten zresztą w polskim wydaniu też mamy. No i tak to się wszystko zaczęło. Od tego albumu właśnie, jeszcze zanim na ekranie w „Predatorze 2” pojawiła się czaszka Aliena, jako easter egg (a skoro o easter eggach mowa, to tu jedną z bohaterek jest niejaka Weaver). No i chociaż od tamtej chwili minęło już tyle lat i masa komiksów była, wciąż rzecz robi wrażenie.

 


Bo tak, przede wszystkim to rzecz dojrzalsza. Wiadomo, horror, mordercze bestie, trupy, wiek docelowy odbiorcy jest więc nieco wyższy, ale chodzi też o to, że komiks ten nie jest pusty. Scenarzysta nie żałuje nam filozofowania, rozważań na temat natury człowieka i jego traktowania środowiska, jakie go otocza. W dyskusjach bohaterów przedstawione zostają różne punkty widzenia, a chociaż opowieść za nowa nie jest, nie ma tu naiwności, nie ma kiczu, infantylności. Tak jak i  feministycznym przesłaniu. Naprawdę dobrze to wypada, podobnie jak ogół obyczajowości w tej historii, który przybliża to wszystko klimatem do pierwszego alienowego filmu. W ogóle ten komiks jest jak pierwsze dwa kinowe filmy z serii, więc poza tym, co pisałem, i postacie są nieźle nakreślone no i rzecz nie zapomina o całej reszcie.

 


A zatem dobre to SF jest, fajny horror w kosmicznych klimatach i dobra opowieść akcji, gdzie dzieje się dużo i morderczo, ale też nie pędzi to wszystko na złamanie karku, skupiając się na budowaniu relacji między postaciami, napięcia i poczucia zagrożenia. Świetna szata graficzna, realistyczna, z prostym, ale dobrze dobranym kolorem też swoje robi. No i przekład daje radę, mimo tych wszystkich Ms. i Mr. zostawionych w oryginale. Edycja? Wiadomo, Semici nie były za dobre w tym względzie, więc zdarzają się wpadki, jak niewłaściwie kolory, ale nie za dużo tego. No i, jakby coś, mieliśmy też wznowienie, więc każdy w sumie znajdzie wersję, która bardziej mu podejdzie. Ale ja mam sentyment do takiego semicowego wydawania i ten offset jakoś dodaje klimatu całości.

Komentarze